czwartek, 21 marca 2013

Wiedzieliście?!?

Ośmielam się pisać o ulicy Śmiałego, bo ulica ta wielkomiejska, a w depresję popadła i rozpad. A to przecież właśnie przy niej powstała budowla zrealizowana przez najbardziej znanego architekta na świecie, który przyszedł na świat w naszym mieście. Max Berg, którym szczyci się Wrocław ze swoją Hala Stulecia, w swoim rodzinnym mieście, Szczecinie zrealizował jeden budynek: Szkołę Pestalozziego - obecną SP nr 2. I znowu cudze chwalicie, a swego nie znacie. Czuje, że tu będzie nowy szlak...
 


Berg Bergum Barbergum... kosmos...

fot. Roman Wnuk

Morświn, Odra, Łódź Podwodna

Już wkrótce poznacie prawdziwa historię Przemka Głowy jako Mata Dolskiego. Paprykarzu Wspomnień - zapowiada się podmorska żegluga dłuższa niż 20,000 mil. Najbliższe spotkanie 25 marca w Piwnicy Kany.



Widziliście!?!

Zoologia fantastyczna w architekturze.





 
Więcej stworów u potworów.

Przemek Głowa Egotyk 1

Hydropaci

Paprykarz wspomnień - morświn i śmierć

Paprykarz wspomnień - Narkotyczny brudnopis z przełomu XX i XI wieku - granat obyczajowy - misterium spożywcze 2009/2010
FX/73 Pryemek Glowa czyta fragmenty mini powieści
autor zdjęć Marek Pietka Pietkiewicz
w utworze wykorzystano fragmenty "Kroniki Tomasza Kantzowa",
kroniki pomorskiej z XVI wieku.

Paprykarz wspomnień. Narkotyczny brudnopis z przełomu XX i XXI wieku

„Paprykarz wspomnień. Narkotyczny brudnopis z przełomu XX i XXI wieku"
Misterium spożywcze, granat obyczajowy 2007-2010

FX73 Przemek Głowa czyta fragmenty mini-powieści
autor zdjęć: Marek Pietka Pietkiewicz
w utworze wykorzystano fragmenty książki „Myślistwo staropolskie" - pierwsze teksty zoologiczne w języku polskim, XVI wiek

Historia Stroju.Od kości po maści

Futra, Krzyżacy, Biustonosz i Kalesony. Coś na zimę i lato. OD święta i do roboty. Czyli krótka historia stroju.

Londyn - Biografia

Co poznaje Polak Mały, właśnie Londyn cały. I rośnie z tym Londynem odróżniając YES od TAK, WALK od STAĆ. Londyn - biografia miasta.Od podziemi metra aż po szczyty wież.
Mosty, miasto, muzyka.
Historie piękne i straszne.
Królestwo i terror.
Historia i rozrywki dawnych i współczesnych.
 Kultura i religie, obyczaje.
Transformacje
życie i śmierć
Londyn 
Boigrafia 
Peter Ackroyd
Wydawnictwo Zysk -Ska
Poznań, 2011.

40 lat minęło

Amerykańska książka, a w niej Szczecin i czasu szmat. Chcesz dowiedzieć się dlaczego niebo nad Szczecinem miało cementowy odcień, po co agenci wszystkich krajów spotykali się w Międzyzrojach?

Czytaj, ale nie rób przerw dłuższych niż 4 godziny, nawet jeśli masz przeczytać tylko jedno zdanie, bo ta podróż jest w N I E - Z N A - N E.

Co czytać na wiosnę?

Z okazji zimowej wiosny polecam trochę lektury.
KSIĄŻKI by Przemek Glowa

wtorek, 19 marca 2013

Zamek Książąt Pomorskich: między Pomorzem a Skandynawią cz. 2

W marcu 2012 roku w Szczecinie odbyła się pierwsza edycja Nordic Cross Point –wydarzenia poświęconego Skandynawii. Jego partnerem generalnym był Zamek Książąt Pomorskich – w zamkowych salach odbyła się większość festiwalowych wydarzeń. Wybór nie był przypadkowy – szczeciński zamek od wieków jest bowiem miejscem, gdzie splatają się dzieje Pomorza i Skandynawii. Oto ciąg dalszy opowieści o tej barwnej przeszłości. 

Część pierwszą zakończyliśmy na roku 1637, kiedy to zmarł bezpotomnie Bogusław XIV, ostatni książę z dynastii Gryfitów, która przez ponad pięć wieków władała Pomorzem Zachodnim. Zgodnie z wcześniejszymi układami władcą pomorskim miał po jego śmierci zostać elektor brandenburski. Sprzeciwiali się temu jednak Szwedzi wraz z częścią Pomorzan, uznających króla Szwecji za gwaranta swobód religijnych i niezależności państwowej. W rezultacie księstwo zostało podzielone, a Szczecin wraz z Zamkiem Książąt Pomorskich przypadł Szwecji. 

Pod berłem Sztokholmu

Po zakończeniu wyniszczającej Pomorze wojny trzydziestoletniej (1618-1648), Szwedzi zaczęli powoli zamieniać miasto w twierdzę. Plany przybyłych w tym czasie do Szczecina szwedzkich geodetów z Państwowego Biura Pomiaru ukazywały miasto w obrębie średniowiecznych murów, ale już z zarysem nowożytnych fortyfikacji. Plany te do dzisiaj są przechowywane w Królewskim Archiwum Wojennym w Sztokholmie. Wraz z kolejnym gubernatorem generalnym i królewskim namiestnikiem, hrabią Karolem Gustawem Wranglem, na Pomorze przybył Erik Dahlbergh, inżynier, generał i kwatermistrz szwedzkiej armii, projektant m.in. słynnej bazy królewskiej marynarki wojennej w Karlskronie. Wykonał on szereg szkiców i projektów rozbudowy Szczecina. Powstały wówczas najważniejsze grafiki przedstawiające Zamek Książąt Pomorskich, zostały też wykonane dokładne spisy inwentaryzacyjne obejmujące wszystkie budynki i pomieszczenia szczecińskiego zamku. 
Dopiero 17 lat po śmierci Bogusława XIV, w 1654 roku, wyprawiono władcy uroczysty pogrzeb. Wzięli w nim udział przedstawiciele Szwecji, Brandenburgii, Polski i stanów pomorskich. Zachowały się chorągwie żałobne i paradne oszczepy zamówione przez Wrangla, wykonane na wzór wcześniejszych elementów wyprodukowanych dla Gryfitów. 
W tym samym roku król szwedzki Karol X Gustaw rozpoczął nową wojnę z Polską i Brandenburgią. Jak wcześniej król Gustaw Adolf, tak i Karol Gustaw marzył o stworzeniu Dominium Maris Baltici – pragnął, aby Bałtyk stał się wewnętrznym morzem Szwecji. W 1659 roku wojska brandenburskie otoczyły Szczecin. Miasto jednak broniło się zawzięcie i nie zostało zdobyte. W dowód uznania król szwedzki nadał mu nowy herb, w którym głowę gryfa szczecińskiego zdobiła szwedzka korona królewska, podtrzymywana przez dwa lwy otoczone wieńcem laurowym. 

Z pomocą Tessina

Za czasów szwedzkiego panowania nie tylko rozbudowywano fortyfikacje. Istniejące w Szczecinie od XVI wieku Pedagogium Książęce zostało przekształcone w Królewskie Gimnazjum Karolińskie (Regnum Gymnasium Carolinum), z nazwą nadaną na cześć Karola XI. Była to szkoła pośrednia między szkołą łacińską a akademią. Nauczano w niej łaciny, greki i hebrajskiego, religii z teologią, historii, polityki, prawa, logiki i muzyki oraz przedmiotów matematyczno-przyrodniczych – matematyki, botaniki, anatomii i geografii 
W latach 1676-1677 miało miejsce kolejne oblężenie Szczecina, tym razem skuteczne. 26 grudnia 1677 roku garnizon szwedzki skapitulował – miasto zajął elektor brandenburski. I choć w 1679 roku w wyniku pokoju w Saint-Germain Szczecin ponownie wrócił pod berło Szwecji, zamek i miasto były w znacznym stopniu zniszczone. Spłonęło również Gimnazjum Karolińskie. 
Nowy gubernator Pomorza – Nils Bielke – zainicjował odbudowę Szczecina. Do miasta przybył najlepszy wówczas architekt szwedzki, Nikodem Tessin Młodszy, projektant wielu wspaniałych budowli, w tym pałacu królewskiego w Sztokholmie. Tessin Młodszy przystąpił do prac nad przebudową zamku – do dzisiaj zachowały się jego projekty. Całością robót kierował Johan Friedrich Eosander von Götha. To według jego koncepcji mistrz Kacper Nitardy z Drawska wykonał w 1693 roku zegar, który można podziwiać na wieży skrzydła południowego. 
Przez kilka lat – do roku 1691, w zamku znalazło schronienie Królewskie Gimnazjum Karolińskie. Mieściła się tu również mennica, w której bito monety z wizerunkami kolejnych władców Szwecji. Czas pokoju nie trwał długo – wkrótce wybuchła wielka wojna północna (1700-1721), w którą zaangażowały się Szwecja, Dania, Polska, Saksonia, Rosja, a później także przez Prusy i Hannover.
W 1705 roku na szczeciński zamek przybył dwór królowej Katarzyny Leszczyńskiej, żony króla Polski Stanisława Leszczyńskiego. Katarzyna spędziła tutaj kilka lat, a ponieważ była katoliczką, przebudowano na kaplicę jedną z zamkowych sal, dziś noszącą jej imię. W 1711 roku Szczecin odwiedził sam Stanisław Leszczyński. Po zakończeniu wojny północnej Prusy zajęły część szwedzką Pomorza, a Ulrika Eleonora, królowa szwedzka, odsprzedała Szczecin za dwa miliony talarów Fryderykowi Wilhelmowi I, zamykając tym samym „skandynawski” okres także w historii zamku.

Współczesność

Ostatnia wojna nie oszczędziła Szczecina – zamek został zbombardowany i spalony. W 1946 roku w jego ruinach odnaleziono sarkofagi książąt pomorskich z dynastii Gryfitów. W 1995 roku szczątki dawnych władców Pomorza przeniesiono do bazyliki archikatedralnej pod wezwaniem Świętego Jakuba, gdzie spoczęły w specjalnie dla nich przeznaczonej kaplicy. Dziś w Muzeum Zamkowym można zobaczyć sarkofagi książąt pomorskich i chorągwie z pogrzebu ostatniego Gryfity, wyprawionego przez władców Szwecji. 
Zamek Książąt Szczecińskich to dziś wiodący ośrodek kultury Pomorza Zachodniego. Swoją siedzibę mają tu Biuro Wystaw Artystycznych, Opera na Zamku, kino Zamek, Muzeum Zamkowe i Galeria Gotycka. Goście mogą podziwiać komnatę księcia Jerzego I oraz dowiedzieć się, jak wyglądało życie na dworze książąt pomorskich. W 2012 roku otwarto również Gabinet Lubinusa – geografa i matematyka, twórcy Wielkiej Mapy Księstwa Pomorskiego. Obok niego znalazła się Cela Czarownic, w której goście mogą poznać losy Sydonii von Borck oskarżonej o rzucenie czarów na dynastę Gryfitów. Sydonię ścięto i spalono w Szczecinie w roku 1620. W skrzydle menniczym znajduje się siedziba Urzędu Marszałkowskiego oraz Centrum Informacji Kulturalnej i Turystycznej. W dawnej krypcie zamkowego kościoła, gdzie przed wiekami pochowano ostatnich władców z rodu Gryfitów, działa Teatr Krypta. Jest także koncertowa Sala Bogusława oraz sala ślubów. Warto wejść na zamkową wieżę, z której rozciąga się wspaniała panorama miasta i Międzyodrza, a przy okazji zobaczyć wahadło Foucaulta.
W 2011 roku przypadła 300. rocznica pobytu w Szczecinie króla Stanisława Leszczyńskiego. Stała się ona inspiracją do przybliżenia związków między Skandynawią, Pomorzem i Polską. Śledząc dzieje stolicy Pomorza Zachodniego można zauważyć, że dopóki włodarze szczecińskiego zamku byli mediatorami w konfliktach między nadbałtyckimi państwami, dbając przy tym o swoją neutralność, w naszym regionie działo się dobrze. Słowem, dopóki pokój w Szczecinie, dopóty pokój nad Bałtykiem...

Zamkowy zegar

Tarcza pochodzącego z 1693 roku zamkowego zegara jest podzielona na trzy części. Tarcza godzinowa to wielka maska – do nosa przymocowana jest wskazówka, a oczy obracają się zgodnie z jej ruchem. W ustach pojawiają się cyfry arabskie, oznaczające kolejne dni miesiąca. Tarcza minutowa w formie słońca znajduje się poniżej, podtrzymywana przez dwa gryfy. U góry, nad tarczą godzinową, pomiędzy dwoma szwedzkimi lwami umieszczono kulę, wskazującą fazy Księżyca. Pod nią widoczny jest błazen, wybijający prawą ręką kwadranse, a lewą ręką godziny. W przeszłości zegar był poddawany renowacjom – m.in. w roku 1736 i 1864 –  te daty widnieją na nim do dziś.

Redakcja: Małgorzata Duda

Artykuł ukazał się po raz pierwszy w Magazynie Skandynawskim „Zew Północy” nr 13

Zamek Książąt Pomorskich: między Pomorzem a Skandynawią cz.1


W marcu 2012 roku w Szczecinie odbyła się pierwsza edycja Nordic Cross Point – wydarzenia poświęconego Skandynawii. Jego partnerem generalnym był Zamek Książąt Pomorskich – w zamkowych salach odbyła się większość festiwalowych wydarzeń. Wybór nie był przypadkowy – szczeciński zamek od wieków jest bowiem miejscem, gdzie splatają się dzieje Pomorza i Skandynawii.

Wzgórze nad Odrą zamieszkane było na długo przed powstaniem zamku. Od IX wieku istniał tu otoczony wałem ziemnym gród, wzniesiony przez plemiona zachodnich Słowian. Pomorze, dzięki Odrze i Morzu Bałtyckiemu, już wtedy łączyły ożywione kontakty z Północą a ludność słowiańska i skandynawska mieszały się ze sobą. Głównym ośrodkiem był w owym czasie Wolin – spotkać tam można było przedstawicieli wszystkich nacji zamieszkujących w basenie Morza Bałtyckiego. W 986 roku Wolin został zajęty przez króla duńskiego Haralda Sinozębego, który założył w nim obóz wikingów. Nadano mu nazwę Jómsborg.

Również w latach 80. X wieku książę Polski Mieszko I sprzymierzył się z królem szwedzkim Erykiem Zwycięskim, wydając za niego swoją córkę Świętosławę-Storradę. Storrada stała się protoplastką dynastii skandynawskich i dynastii angielskiej. Co ważne, jej potomkowie, czując swoje związki krwi z ziemią pomorską, interesowali się grodami takimi jak Szczecin.

Duńscy wojowie i mnisi 

W 1173 roku duńscy wikingowie pod przywództwem króla Waldemara I podpłynęli do Szczecina Duńczycą (od tego wydarzenia rzeka ta wzięła swoją nazwę), próbując zdobyć gród broniony przez Warcisława Świętoborzyca, krewnego Gryfitów. Atak się nie powiódł. Od tego czasu wśród duńskich wikingów znane było powiedzenie, zanotowane przez kronikarza Saxo Grammaticusa: „niech nie będą pewni ci, iż są bezpieczni, którzy nie mają ku swojej obronie umocnień Szczecina”. Duńczycy odstąpili od oblężenia w zamian za ufundowanie przez Warcisława klasztoru cysterskiego w nieodległym Kołbaczu.

W 1174 roku z Esrum na duńskiej wyspie Zelandia przybyli na Pomorze pierwsi zakonnicy. Dzięki hojnym nadaniom wkrótce stali się najważniejszym zgromadzeniem w całym księstwie (pozostałości klasztoru w Kołbaczu są dużą atrakcją turystyczną okolic Szczecina).

Także z Esrum szwedzka księżna, żona księcia Barnima I – Marianna, sprowadziła do Szczecina żeński konwent cysterski. Zakonnice przybyły w roku 1240, wprowadzając nową kulturę muzyczną i obyczajowość z zachodniej Europy, w tym m.in. uprawę winorośli. Kołbacki klasztor stał się pierwszą nekropolią księżnych szczecińskich – zostały tam pochowane Marianna i jej córki.

Skandynawskie śledzie bogactwem Szczecina

Dania kontrolowała poczynania książąt pomorskich do roku 1227, kiedy w wyniku przegranej bitwy pod Bornhöved utraciła wpływy na Pomorzu. Książęta z rodu Gryfitów stali się samodzielnymi władcami, a król Eryk Duński zwolnił kupców szczecińskich z ceł i ograniczeń w przejeździe przez Zelandię. W drugiej połowie XIII wieku Szczecin został członkiem Hanzy – jako miasto kupieckie mógł zabiegać o wsparcie w polityce gospodarczej Lubeki i innych miast hanzeatyckich. Otrzymał także prawo do wolnego handlu na terenie Danii i Skanii. W kolejnych latach kupcy śledziowi ze Szczecina, wykorzystując tę sytuację, zakładali swoje składy targowe nad Sundem: w Dragør (na południe od Kopenhagi) i Falsterbo (południowo-zachodni kraniec Skanii). Do XV wieku powstało ich aż dwadzieścia. Wody zachodniego Bałtyku nadzwyczaj obfitowały w śledziowe ławice, a ówcześni szczecinianie specjalizowali się połowach i handlu śledziem.

Tymczasem kolejny książę z rodu Gryfitów – Barnim III, później nazwany Wielkim – wbrew szczecińskim mieszczanom postanowił wybudować książęcą siedzibę na dzisiejszym wzgórzu zamkowym. W miejscu dawnego grodu słowiańskiego wzniósł w 1346 roku tak zwany Kamienny Dom (Steinhaus), który stał się zaczątkiem budowy całego kompleksu zamkowego.

Barnim III pośredniczył w zawarciu pokoju między Danią a Hanzą. Konflikt rozgrywał się między królem duńskim Waldemarem IV a miastami Hanzy. Hanzeatyccy kupcy musieli przewozić swoje towary przez cieśniny duńskie – Waldemar wykorzystał tę okoliczność, nakładając wysokie cła. Spór zakończył się negocjacjami pokojowymi w 1370 roku.

Na głównym dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich możemy dziś oglądać płytę nagrobną Barnima III. Ufundował ją kolejny z książąt – Barnim XII. Płyta pierwotnie znajdowała się w rezydencji książęcej w Grabowie – podszczecińskiej miejscowości, obecnie dzielnicy miasta (po rezydencji nie pozostał żaden ślad). Tablica rzez pewien czas znajdowała się w kościele cysterek, ale w początkach XX wieku, kiedy kościół został rozebrany, została przeniesiona do Zamku Książąt Pomorskich. Zamontowano ją na zewnętrznej ścianie kaplicy zamkowej, którą zaczął budować właśnie książę Barnim III.

Złoty wiek Księstwa Pomorskiego

Przez cały okres średniowiecza dynastia Gryfitów posiadała na Pomorzu kilka rezydencji: w Szczecinie, Wołogoszczy (dziś niemiecki Wolgast), Darłowie, Słupsku. W Darłowie mieszkał przez pewien czas Eryk I Pomorski. Jako dziecko, dzięki swojej ciotce, królowej Danii – Małgorzacie, na mocy unii kalmarskiej w 1397 roku został królem Danii, Szwecji i Norwegii. Także w Darłowe Eryk został pochowany – do dziś znajduje się tam grób tego skandynawskiego władcy.

Gdy w roku 1464 zmarł Otton III, ostatni książę ze szczecińskiej linii Gryfitów, władzę w Szczecinie przejął Eryk II Pomorski. Jego syn, Bogusław X, stał się największym w dziejach rodu – zjednoczył księstwo, a jego stolicą i główną rezydencją książęcą uczynił Zamek Książąt Pomorskich. Bogusław przebudował zamek przed ślubem z polską królewną Anną Jagiellonką, córką Kazimierza Jagiellończyka.

Na początku XVI wieku książęta pomorscy wprowadzili w swoim kraju idee reformacji. Religią panującą w Księstwie Pomorskim stał się protestantyzm. Miało to istotny wpływ na relacje ze Skandynawią, która w tym czasie przechodziła podobne zmiany. W 1570 roku książę Jan Fryderyk zorganizował w Szczecinie kongres pokojowy, kończący walkę o dominację nad Bałtykiem, toczoną od roku 1563. W obradach uczestniczyli przedstawiciele Danii, Szwecji, Polski, Cesarza Rzeszy, Lubeki i Saksonii.

Dziełem Jana Fryderyka była także rozbudowa szczecińskiego zamku – budowla zyskała wówczas renesansowe oblicze. Nastał okres świetności: miasto wypiękniało, rosło jego znaczenie, a dzięki mediacjom między państwami nadbałtyckimi Gryfici stali się władcami poważanymi na arenie międzynarodowej, budując swoją wielkość zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym. To był złoty wiek Szczecina.

Początki dominacji szwedzkiej

W początkach XVII stulecia książęta pomorscy zostali uwikłani w konflikt między protestantami a katolikami. Ten podział występował zarówno w Niemczech, jak i Szwecji. W 1606 roku król szwedzki Karol Sudermański zaprosił włodarzy szczecińskiego zamku na swoją koronację w Sztokholmie (poświadczający to dokument przechowywany jest w Archiwum Państwowym w Szczecinie). Jego syn, Gustaw Adolf, przyszły król Szwecji i protestant, walczył ze swym kuzynem, królem Polski i katolikiem – Zygmuntem III Wazą.


W 1618 roku w Pradze rozpoczął się konflikt, nazwany później wojną trzydziestoletnią (1618-1648). W jej trakcie, w 1626 roku wkroczyły na Pomorze wojska duńskie. Bogusław XIV, ostatni z rodu Gryfitów, próbował zachować neutralność. W wojnie uczestniczyły już wtedy Dania, Szwecja, Rzeczpospolita Polska i Cesarstwo Niemieckie. Gdy w roku 1630 Gustaw Adolf przekroczył granice Pomorza i przybył do Szczecina, powitały go – jako obrońcę protestantów – tłumy mieszkańców. Na zamku spotkał się z chorym Bogusławem XIV. Na mocy ustanowionego wtedy sojuszu, po śmierci pomorskiego władcy król Szwecji miał przejąć panowanie nad Szczecinem i księstwem Gryfitów.

Redakcja: Małgorzata Duda

Artykuł ukazał się po raz pierwszy w Magazynie Skandynawskim „Zew Północy” nr 13

Jak św. Mikołaj budował Szczecin

Ten popularny święty w Kościołach wschodnich nazywany jest cudotwórcą. Przez stulecia patronował wielu budowlom Szczecina, wpisując się tak w materialny, jak i duchowy rozwój miasta i jego mieszkańców. Imię w języku greckim oznacza zwycięstwo ludu. Zapraszamy na wycieczkę tropami św. Mikołaja.

Mikołaj urodził się pod koniec III stulecia w Patarze – portowym mieście nad Morzem Śródziemnym, położonym w Licji na terenie dzisiejszej Turcji. Zasłynął jako biskup miasta Myra, które w czasach Cesarstwa Rzymskiego było metropolią pełniącą funkcję stolicy prowincji. W początkach IV w. trwały prześladowania chrześcijan, a sam Mikołaj był więziony i torturowany. Sytuacja zmieniła się, gdy w 313 r. cesarz Konstantyn I wydał edykt mediolański, proklamując swobodę wyznawania chrześcijaństwa. Na 325 r. zwołany został pierwszy sobór powszechny w Nicei. Kościół triumfował. Mikołaj energicznie zaangażował się w obrady, a że różnice zdań między współwyznawcami zdarzały się, doszło do rękoczynu. Mikołaj spoliczkował Ariusza – teologa z Aleksandrii, który kwestionował identyczność boskości Chrystusa i Boga Ojca (scena ta przeszła do kanonu przedstawień ikonograficznych). Zmarł w połowie IV w., jak przyjęto – 6 grudnia. Jego szczątki po latach miały jednak opuścić Azję Mniejszą.

W 1087 r. żeglarze z włoskiego Bari wykradli relikwie z grobu i przewieźli morzem wśród burz i sztormów do rodzinnej Italii. Od tego czasu św. Mikołaja wzywa się, by chronił przed kradzieżą. Obwołany został także patronem żeglarzy i piratów, orędownikiem m.in. pozbawionych prawa głosu, więźniów i dzieci. Legenda świętego stała się znana na wschodzie i zachodzie Europy. Ba, pojawili się kolejni święci o tym imieniu, przyjęło je pięciu papieży i wielu patriarchów Kościołów wschodnich. Wielki wpływ na propagowanie kultu św. Mikołaja miała też księżniczka bizantyńska Teofano, żona cesarza Ottona II i matka Ottona III. Za jej czasów popularne było święto młodzieniaszków (niewiniątek), przypadające na koniec grudnia, obchodzone ku czci dzieci, które miał wymordować Herod. Ze świętem tym łączył się obyczaj wybierania na jeden dzień dziecka na biskupa oraz obdarowywanie prezentami. Z czasem święto przeniesiono na 6 grudnia i przyjęło dzisiejszą formę mikołajek.

Wyobraźmy sobie, że stoimy przed cerkwią prawosławnej parafii św. Mikołaja, którą wzniesiono w latach 2005–2009. W środku możemy podziwiać ikony z wizerunkami Mikołaja powstałe wedle kanonu niezmiennego od ponad tysiąca lat. Cerkiew, choć nowa, wybudowana jest zgodnie kanonem ortodoksji na planie krzyża greckiego, ze złoconą kopułą. Przed II wojną światową w tym miejscu funkcjonowało kino „Urania”.

Idziemy na północ, przez park Żeromskiego do akademika (niegdyś hotelu) „Dom Marynarza” – św. Mikołaj jest przecież patronem także rybaków czy marynarzy. Autobusem linii B ruszamy w kierunku Drzetowa, wysiadamy przy ul. Komuny Paryskiej i dochodzimy do wznoszonego właśnie kościoła pw. św. Mikołaja (oddanie do użytku planowane jest na ten rok).

Ulicami Rugiańską i Willową dochodzimy do przystanku tramwaju linii nr 6 i ruszamy na Stare Miasto. Po drodze mijamy stocznie i port – św. Mikołaj patronuje wielu miastom portowym, dość wymienić Amsterdam i Nowy Jork. Wizerunek św. Mikołaja z kotwicą znajduje się w Lubece, gdzie powstały pierwsze gotyckie kościoły z cegły. Dzięki Hanzie kościoły pw. św. Mikołaja zaczęły powstawać także w miastach wybrzeża Morza Bałtyckiego – w Stralsundzie, Greifswaldzie czy Gdańsku.

W XIII w. książę Barnim I nadał Szczecinowi prawa miejskie, wzorując się na ustawodawstwie magdeburskim. W tym czasie do miasta przybywali koloniści z Niemiec i innych krajów zachodniej Europy. Nastąpił podział miasta na gminy – niemiecką obsługiwał kościół św. Jakuba, a słowiańską kościoły św. Piotra i Pawła oraz św. Mikołaja. Ten ostatni powstał – jako budowla drewniana – w 1240 r. na terenie dzisiejszego Nowego Rynku, w sąsiedztwie Starego Ratusza (kościół murowany wzniesiono w 1335 r. w stylu gotyckim).

Szczecin konkurował wówczas z Dąbiem, które powiązane było gospodarczo z klasztorem cystersów w Kołbaczu i specjalizowało się w handlu zbożem. Mieszkańcy Szczecina nie chcieli, by Barnim I rezydował na terenie miasta. Książę przeniósł się właśnie do Dąbia i tam w 1260 r. ufundował kościół św. Mikołaja, który wzniesiony został przy rynku.

Obydwa kościoły widoczne są na mapie Eilhardusa Lubinusa z lat 1610–1618, której kopię można dziś zobaczyć w Muzeum Historii Szczecina. Kościół w Dąbiu został zniszczony w latach wojny trzydziestoletniej i nigdy więcej nie odbudowany. Dwukrotnie niszczona była także świątynia w Szczecinie – w czasie oblężenia w 1654 i 1677 r. – za każdym razem szkody naprawiano.

Warto przypomnieć legendę, którą w XIX w. spisał Johann G. T. Grässe. W Zielone Świątki 1563 r., podczas kazania, doszło do niezwykłego zdarzenia – na wiernych z niesamowitym hałasem spadła wielka chmura pyłu, wydawało się, że kościół runie, ludzie z przerażeniem wybiegali na zewnątrz. Kiedy kurz opadł, okazało się, iż sklepienie pozostało nietknięte, dokładnie sprawdzono każdą belkę dachu. Ponieważ nie udało się wyjaśnić przyczyn zdarzenia, całość uznano za sprawkę diabła.

Na początku XIX w. Szczecin został zajęty przez armię napoleońską, a w kościele św. Mikołaja urządzono magazyn siana. Wedle przekazów, w nocy z 9 na 10 grudnia 1811 r. świątynia została podpalona przez dostawcę siana, któremu Francuzi nie zapłacili za dostarczany towar. Wszystko, co udało się uratować, przeniesiono do kościoła św. Jana Ewangelisty, który przejął tamtejszą parafię i stał się świątynią zastępczą aż do początku XX w.

Z Nowego Rynku kierujemy się w stronę Liceum Plastycznego, mieszczącego się w kamienicy Loitzów. Nieopodal przebiega ul. Szewska, która dziś jest już tylko niepozornym ciągiem pieszym. Przy niej właśnie w XIV w. powstał Dom Żeglarza, należący do gildii kupców morskich pod wezwaniem św. Mikołaja. W budynku tym wystawiano pierwsze sztuki teatralne w mieście (najstarsze pisane dokumenty o tym pochodzą z XVII w.).

Nasza wycieczka dociera do przystanku linii tramwajowej nr 7 na ul. Wyszyńskiego. Tramwaj rusza w kierunku dzielnicy Turzyn. Na rogu al. Bohaterów Warszawy i ul. Pocztowej stoi modernistyczny kościół pw. św. Andrzeja Boboli, który wybudowany został w latach 1932–1933 według projektu architekta Adolfa Thesmachera. Na patrona świątyni obrano wówczas św. Mikołaja i choć protestanci nie uznają kultu świętych, ponownie odwołano się do tej uniwersalnej postaci, jaką jest bohater naszej wycieczki. Budynek szczęśliwie przetrwał wojnę i do dziś służy mieszkańcom Szczecina. Warto wspomnieć, że w latach Polski Ludowej m.in. w murach tej świątyni znajdowała schronienie szczecińska opozycja.

Ruszamy dalej w kierunku skrzyżowania al. Bohaterów Warszawy z ul. Mickiewicza i dochodzimy do ul. Wawrzyniaka – po lewej stronie znajdują się pozostałości zakładu opiekuńczego Bethanien. Po II wojnie światowej część budynków została zajęta przez wojska sowieckie – utworzono tam szpital wojskowy. W 1963 r. budynek świątyni, której neoromańska wieża do dziś góruje nad okolicą, został przekazany prawosławnej parafii pw. św. Mikołaja. Funkcjonowała tam do 2007 r. – nad wejściem można zobaczyć wizerunek patrona. W latach dziewięćdziesiątych XX w. w sąsiedztwie działalność rozpoczęła także cerkiew greckokatolicka – w jej wnętrzu można zobaczyć namalowany na ścianach zgodnie z ortodoksją wizerunek św. Mikołaja. W Kościołach wschodnich św. Mikołaj przedstawiany jest jako łysy starzec o zaokrąglonej brodzie.

Dziś św. Mikołaj jest świętym globalnym i ekumenicznym, co więcej – jego postać uległa komercjalizacji. W dobie romantyzmu malarz Moritz Ludwig von Schwind stworzył wizerunek świętego jako siwobrodego staruszka w kapturze. W XX w. jeden z koncernów produkujących napoje przedstawił go bez religijnych atrybutów, z którymi do tej pory był wyobrażany, czyli mitry, pastorału i stuły. Wizerunek takiego św. Mikołaja opanował cały świat. Ma jednak worek z prezentami. Legenda mówi, że pomógł człowiekowi, który miał trzy córki na wydaniu, ale nie posiadał pieniędzy na posag, więc chciał posłać je do pracy w domu publicznym; w nocy Mikołaj wrzucił przez okno worek z monetami. Był również wyobrażany z trzema złotymi kulami albo z trzema chlebami, czasem też z trzema młodzieńcami w przezroczystej bańce – podobno tak uratował trójkę młodych ludzi, którzy szukali schronienia w gospodzie, a nie mieli czym zapłacić za nocleg, za co oberżysta chciał ich zabić i zamarynować w solance.

Oprócz profesji wspomnianych wcześniej, św. Mikołaj jest też patronem oberżystów, panien na wydaniu, dziewic, prostytutek, ale też sprzedawców wina, piwowarów, wytwórców świec, koronek i perfum, guzikarzy, pielgrzymów, podróżników, adwokatów, notariuszy, sędziów. Nie odmawia swej opieki nawet szczurom i myszom. Jest patronem Rosji i Lotaryngii. Jako patron kamieniarzy, przyczynił się do powstania wielu budowli w Szczecinie i na świecie. Do końca XX w. aż dziewięciu świętych nosiło jego imię, wszystkie postaci i zdarzenia opisane powyżej potwierdzają żywotność i uniwersalność naszego bohatera. Różnorodność budowli wzniesionych w Szczecinie pod wezwaniem św. Mikołaja, ich stylów architektonicznych, daje możliwość prześledzenia losów historii przestrzennej miasta i pomaga nam zrozumieć, jak było budowane.

Za pomoc w przygotowaniu artykułu autor dziękuje Jadwidze Mielcarek, Danieli Swobodzie i Rafałowi
Witkowskiemu.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie Miłośników Szczecina - Szczeciner 2011, nr 1

Fantastyczna obecność czyli Gryf w Szczecinie

Zoologicznie gryf jest gatunkiem nieistniejącym – takie wrażenie może towarzyszyć przybywającemu do Szczecina. Ale już po pierwszym kwadransie pobytu w mieście podróżny musi zauważyć powszechną obecność tego stworzenia – na ulicach, budynkach, strojach i różnych innych przedmiotach. Jako logo pojawia się na pompach wodnych, zdobił samochody i rowery produkowane przez firmę Stoewer. Towarzyszy miastu od początku jego praworządności, czyli mniej więcej od początku XIII w. Skąd się wziął, skąd przybył? Wiemy, że ta legendarna, tajemnicza kraina nigdy nie została odkryta.

Rzeczywiście – gryf od początku swojego istnienia był wiązany z krainami nierozpoznanymi, których istnienie było wytworem wyobraźni poszukujących początku i końca historii. Najważniejsze księgi i pisma starożytnych wspominają o postaci gryfa, który pojawił się tysiące lat przed Chrystusem. W Biblii, już w Księdze Rodzaju, gryf może być synonimem cherubina, czyli strażnika raju. Być może jest też jednym ze stworzeń wymienionych wśród tych, których zabroniono spożywać narodowi wybranemu, jako że był zwierzęciem nieczystym. W greckich pismach Aristeasa, Ajschylosa i Herodota pojawia się jako istota żyjąca w górach, strzegąca skarbów. Najstarsze wizerunki pochodzą z Persji, dawnej Mezopotamii, i jako żywo przypominają kształtem czaszki protoceratopsów. Być może czaszki tych wymarłych zwierząt służyły do ozdabiania wjazdów bram i w ten sposób rozpowszechniły się jako figury strażników miejsc świętych, grobowców, mauzoleów, kopalń złota.

Gryf od początku łączył niebo z ziemią. Łapy lwa i jego ogon symbolizują ziemię, orli dziób i skrzydła wyobrażają niebo, zaś ośle lub kocie uszy – zawsze postawione – są oznaką czujności. Mieszkały zawsze w niedostępnych miejscach – górach i lasach. Podobno były niezwykle silne. Miały polować na konie, a nawet na woły. Uważano, że ciągnęły rydwany bogów. Przed Chrystusem miejsce ich występowania najczęściej określano mianem Indii. Oczywiście, chodziło o wyobraźnię i ówczesną znajomość geografii, która Indiami określała najdalsze krainy na wschodzie, do których dotarł np. Aleksander Macedoński. Tak opisywał ojczyznę gryfa Herodot, a po nim Pliniusz. Około VII w. przed Chrystusem na Krecie zaczęły być używane kotły – naczynia zwieńczone głowami gryfa, które były tak powszechne, że archeologia nadała im miano
Greifenkessel.

W XIII w. Marco Polo w Opisaniu świata potwierdził, że w Azji słyszał opowieści o wielkich ptakach zamieszkujących odległe krainy: Madagaskar, Afrykę, z których podróżnicy arabscy przywozili członki niezwykłych zwierząt – pazury ptaków o ogromnych rozmiarach. Należy pamiętać, że w tamtych czasach na Antypodach i niektórych wyspach, takich jak Madagaskar, żyły wielkie nieloty – zamieszkujące Nową Zelandię ptaki moa, mające kilka metrów wysokości, wymarły prawdopodobnie dopiero w XIV w. Ludzie w Europie nie znali jeszcze wówczas strusi, które też były ogromne. Wielki orłosęp, żyjący w wysokich górach, był kojarzony z ptakiem Ruchem, który pojawia się w IX w. na kartach Baśni z tysiąca i jednej nocy w Przygodach Sindbada Żeglarza, i jest traktowany jako gryf. Podróżnicy, tacy jak Marco Polo, stawali przed nie lada wyzwaniem przetłumaczenia obcych nazw. Słowo „gryf” pochodzi z języka greckiego i oznacza coś haczykowatego. W języku perskim podobne słowo oznacza szarpanie. Również język hebrajski pokrewnego wyrazu używa do określenia cherubina.

Trzeba powiedzieć, że wszystkie te opisy były powtarzane aż do epoki oświecenia przez bestiariusze, czyli średniowieczne opisy zwierząt, pierwsze atlasy zoologiczne, i tak też trafiły do polskiego pisarstwa, m.in. w XVII-wiecznym tekście Jakuba Kazimierza Haura Skład albo skarbiec znakomity sekretów oekonomiej ziemiańskiej, w rozdziale O zwierzu cudzoziemskim, o srogich i dzikich bestyjach i o ich naturze dziwnej opisanie, gdzie autor pisze o strusiach śmiałych, że „Gryfowie z nimi niemal jednej są natury i taka jest dyspozycyja ichże”. To jeden z najstarszych tekstów o gryfie w języku polskim. Podobieństwo do strusia zauważyła już w średniowieczu znana mistyczka Hildegarda z Bingen, porównując jaja gryfie do
strusich.

W czasie, kiedy Marco Polo dyktował swoje Opisanie świata, gryf zadomowił się już na dobre na Pomorzu. Chrystianizacja w XII w. zaktywizowała książąt pomorskich na arenie międzynarodowej – jako neofici wykazywali niezwykłą gorliwość i zaangażowanie w sprawy nowej wiary. Tym samym poczuwali się – zwłaszcza na przełomie XII i XIII w. – do uczestnictwa w krucjatach. Kazimierz II po powrocie z Jerozolimy poniósł śmierć, prawdopodobnie wskutek odniesionych tam ran. Jego brat, Bogusław II, jako pierwszy użył gryfa na swojej pieczęci, przedstawiającej go na koniu z tarczą, na której widnieje mityczny stwór. Gryf na tarczach rycerzy miał być stosowany m.in. do wywoływania przerażenia u rumaków przeciwników – długo wierzono, że gryf potrafi pożreć konia (czy wierzyły w to konie, tego nie wiemy). Jednak właśnie wizerunek z tarczy przeszedł do herbów rodów rycerskich i książęcych.

Inny książę pomorski z rodu nazwanego później Gryfitami, Barnim I zwany Dobrym, używał herbu gryfa, nadał prawo miejskie Szczecinowi w 1237 r. (potwierdzone w 1243 r.) i wkrótce gryf, a dokładnie jego głowa, pojawiła się na pieczęci miejskiej Szczecina. Wspomnieć tu należy, że wyprawy krzyżowe wyruszały do Ziemi Świętej z portów włoskich, za porty tranzytowe służyły te na Krecie, Cyprze i Rodos, na których to wyspach pielgrzymi mogli zetknąć się z wizerunkami gryfa i z legendami o nim.

Wkrótce powstał jeden z piękniejszych opisów gryfa, zawarty w XIV-wiecznej Boskiej komedii Dantego Alighieri: złotogłowy gryf ciągnie dwukołowy wóz, oznaczający Kościół. Lecz gryf już wcześniej znany był jako zwierzę zaprzęgowe boskich rydwanów Apollina, Dionizosa i Nemezis. W 1410 r. chorągiew z gryfem pojawiła się na polach Grunwaldu. Należała do Kazimierza V Szczecińskiego, a ponieważ w bitwie stanął po stronie Krzyżaków, chorągiew już wkrótce ozdobiła katedrę na Wawelu, przywieziona tam przez  zwycięskiego Władysława Jagiełłę. To ją opisał w swym dziele Banderia Prutenorum Jan Długosz, ona też stała się w XX w. pierwowzorem współczesnej flagi województwa zachodniopomorskiego. Niedługo
potem nastąpiły kolejne literackie mutacje zwierzęcia – tak powstał hipogryf. W XV w. Martin Schongauer wyobraził gryfa z orlim przodem i wolim tyłem. W stolicy Pomorza najpiękniejszego gryfa z tego okresu można oglądać w Muzeum Historii Szczecina w Ratuszu Staromiejskim. Polecam obejrzenie późnośredniowiecznego gryfa-kołatki z kościoła zamkowego św. Ottona (obecnie sala Bogusława). Brązowa kołatka z głową gryfa trzymającą w dziobie obręcz znajduje się także w Muzeum Narodowym przy ul. Staromłyńskiej.

Na murach szczecińskiego Zamku Książąt Pomorskich gryfy znajdują się na tablicy fundacyjnej skrzydła muzealnego pod wizerunkami Filipa II i Franciszka I, na herbie na płycie nagrobnej Barnima III Wielkiego i na XVI-wiecznym herbie Księstwa Pomorskiego na skrzydle zachodnim. Herb książęcy z gryfami zdobi też kaplicę książęcą w archikatedrze pw. św. Jakuba Apostoła. W XVI w., po reformacji, nastąpiła sekularyzacja – książęta przejęli majątki zakonów, i tak Barnim IX Stary wszedł w posiadanie klasztoru kartuzów, tworząc w nim nową rezydencję książęcą, zwaną Oderburgiem (obecnie teren w sąsiedztwie Stoczni Szczecińskiej na Grabowie). To on ufundował tablicę nagrobną Barnima III Wielkiego. Można
powiedzieć, że w epoce renesansu powstało najwięcej rzeźbionych gryfów, bito także monety książęce ze znakiem dynastii.

Kres Gryfitów nadszedł w XVII w. Stolica Pomorza przeszła wówczas pod panowanie szwedzkie. To czasy wojen religijnych – Szczecin wielokrotnie oblegany był przez wojska brandenburskie, cesarskie. W dowód wierności koronie szwedzkiej, po jednym z oblężeń król szwedzki Karol XI nobilitował herb miasta, dodając w 1660 r. do gryfa w koronie dodatkową koronę, trzymaną przez dwa ukoronowane lwy (podobne wizerunki możemy oglądać w muzeum przy ul.Staromłyńskiej).

Na Zamku znajduje się zegar z 1687 r., a więc z czasów szwedzkich – oprócz gryfów, widnieją na nim także „królowie zwierząt”. Gryfa adorowanego przez dwa lwy widać też na budynkach z czasów bardziej współczesnych – na gmachu Wydziału Elektrycznego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego przy ul. Sikorskiego i na gmachu Muzeum Narodowego przy Wałach Chrobrego (budynki te zaprojektował Wilhelm Meyer-Schwartau). Nad wejściem do budynku obecnego Wydziału Elektrycznego znajdują się dwa realistyczne gryfy, które przypominają stwory strzegące skarbów
i stylizowane są na dawne wyobrażenia naszego bohatera.

Warto wspomnieć jeszcze o dwóch gryfach, które powstały w kulturze anglosaskiej – jeden to stworzenie pojawiające się na łamach Raju utraconego Johna Miltona z 1667 r., gdzie gryf pojawia się w opisie Szatana. Musimy pamiętać, że jako stworzenie łączące cechy poruszającego się po ziemi lwa i latającego orła, łączył świat ziemski z niebiańskim. Ale też jako strażnik skarbów i tajemnic stawał na drodze między dobrem i złem. Stąd też często towarzyszył wizerunkom Chrystusa, ale i Antychrysta. Kolejnym gryfem stworzonym na Wyspach Brytyjskich był ten namalowany w XIX w. przez Williama Blake’a, jako ilustracja z wspominanej już Boskiej komedii Dantego. Tych dwóch mistyków wykreowało postać nowej chrześcijańskiej mitologii gryfa – dziś to właśnie z Anglii pochodzą jego najnowocześniejsze wizerunki, wygenerowanego na komputerach bohatera bajek, takich jak Harry Potter czy Opowieści z Narnii.

Pruskie panowanie w Szczecinie to czasy rozbudowy nowożytnego miasta i rozmnożenia postaci gryfa w nowożytnych logotypach. Taki gryf widnieje m.in. przy ul. Kolumba (budynek dawnej fabryki Rückforth) czy w dawnej fabryce pieców do wypieków cukierniczych przy ul. 5 Lipca, gdzie miedziany modernistyczny gryf wieńczy bramę. Na przełomie XIX i XX w. swój własny herb z gryfem miały Grabowo i Dąbie, wówczas samodzielne miasta.

Do 1945 r. dzisiejszą ul. Bogurodzicy nazywano Greifenstraße. Po II wojnie światowej Polacy przyjęli znak
gryfa, odtworzyli stare (jak ten na topie masztu wieży zamkowej), ale też utworzyli nowe (jak herb Morskiego Klubu Sportowego „Pogoń” czy logo Stoczni Szczecińskiej, w którym niebieskiemu gryfowi towarzyszy śruba okrętowa).

Gryf jest wciąż żywym symbolem, wystarczy spojrzeć na logo „Szczecinera”...

Za pomoc przy pisaniu tekstu dziękuję Joannie Daniek, a Danieli Swobodzie za wsparcie fotograficzne.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie Miłośników Szczecina - Szczeciner 2012, nr 2

Pierwszy występ przed kamerą

Wspomnienie potańcówek lat 90tych ubiegłego wieku. The Cows, Primus, Ministry, Beasty Boys, Rage Against the Machine w Kontrastach w 1994. Byliśmy hipsterami niewiedząc o tym. Pirackie kasety kosztowały 2 złote a kompakty 20. Zarobki 300 złotych. Wywiad przeprowadzał kolega z Vespy, Maciek  Januchowski, a rozmówcami byli Przemek Głowa - ówczesny wokalista Felicite Pueros oraz Marek Oreł -ówcześnie Mengele, później Electric Rude Boys.


Dwa dni z życia Głowy

Reportaż Grzegorza Fedorowskiego. Poświęcił on trochę czasu, aby odwiedzić mnie w domu i sfilmować mojego papierowego potwora czyli struktura pseudo-biblioteczna złożona z gazet, papierów i książek zalegająca na 80% powierzchni mieszkalne w moim mieszkaniu.

Reportaż do obejrzenia na stronach TVP.

Szczeciński Odjazdowy Bibliotekarz 2012

Odjazdowy Bibliotekarz to coroczne igrzyska bibliofilów i bibliotekarzy, księgarzy i bookinistów. W sumie biorą w tym udział wszyscy miłośnicy czytania. Ta edycja była poświęcona historii drukarni w szczecinie. Rozdawaliśmy książki, choć niektórzy Szczecinianie uciekali. Zapraszamy w tym roku w maju. Rower i megafon zorganizował rowerowy szczecin, bo Głowa chodzi piechotą.




GRA MIEJSKA - Śladami Czesława Miłosza i jego przyjaciół w Szczecinie

Korespondencja Miłosza z Andrzejewskim zainspirowała grę miejską opartej na wspomnieniach z wizyty Czesława Miłosza w Szczecinie. Edukacja historyczna jest jednym z największych wyzwań i inspiracji w mojej pracy jako przewodnika. Moim wkładem w to przedsięwzięcie było przygotowanie scenariusza i opracowanie trasy. Projekt powstał przy udziale Muzeum Literatury działającym przy Książnicy Pomorskiej w Szczecinie i odbył się we wrześniu 2011 roku.


Dystybucja w Magazynie SIC!

Stan podwyższonej gotowości bojowej w SIC!u. Drukowany Magazyn staje się zabytkiem, tajnym dokumentem, wspomnieniem i nieustanną akcją propagandową.




Głośnik Pomorzano

Fragment tekstu utworu zespołu Felicite Pueros z 1993 roku inspirowany futuryzmem Majakowskiego. Operatorem kamery jest Justyna Werbel, muzyką zają się Alex Kuehl, na wokalu Przemek Głowa. Nagrania tego dokonano podczas mojej pierwszej wizyty w Berlinie w 2011 roku.. Miałem wtedy 38 lat.
Tekst  pojawił się w Paprykarzu Wspomnień.


Miastoszczecin 2

autor: Adam Ptaszyński, Paweł Kula
Szczecin - Port Centralny, 2003

Do nagrania zostały wykorzystane kamery 16mm. Nagranie miało miejsce w okolicach stacji kolejowej Port Centralny w Szczecinie. Przedstawia wyspy Szczecina i ich mieszkańców, tutaj kozę. Ciekawostka, brama miejska znajdującą się na Łasztowni prowadziła do rzeźni miejskiej i nosiła miano Koziej Bramy.


sobota, 16 marca 2013

Literatura na Nordic Cross Point

Jestem. Książki o kupie już zeszły, ale kryminały jeszcze są. Dobry sprzedawca, dobra cena.
fot. Łukasz Kowalik

fot. Justyna Werbel

fot. Justyna Werbel

fot. Justyna Werbel

fot. Justyna Werbel

fot. Justyna Werbel

fot. Justyna Werbel
 

czwartek, 14 marca 2013

Książki na Nordic Cross Point

W piątek 15.03 od 17:00 do 21:00 oraz w sobotę od 10:00 do 21:00 będę sprzedawał książki wydawnictwa Czarna Owca, podczas tegorocznej edycji festiwalu Nordic Cross Point. Będzie można mnie znaleźć w 13 Muzach w butach i rajtuzach. ;-)


Festiwal Nordic Cross Point przybliża mieszkańcom Szczecina kulturę Skandynawii. A książki, które będę Wam prezentował są o kupie, trupie, zupie i innych tematach tabu, tajemnicy, fantazji i edukacji. Będzie również o różnicach między trolami i krasnoludkami.

środa, 13 marca 2013

Tove Janson i William Turner

Najnowszy dziś emitowany odcinek mojego cyklu w Szczecin.fm.

Tove Jansson, autorka książek o Muminkach, jest osobą, która stworzyła postać Włóczykija. Kiedyś odwiedziła Szczecin.

W tym odcinku będzie o jeszcze jednym słynnym podróżniku, malarzu, którego szczecińskie szkice można zobaczyć w Tate Gallery w Londynie.
13.03 TOVE JANSSON by Przemek Glowa

wtorek, 12 marca 2013

Nowe trofea morskie

Szczecin, moim oceanem. Po kolejnym połowie, kilka trofeów wyłowionych z Morza Miasta Szczecin. Kolejne dania z menu Paprykarza Wspomnień już wkrótce, 25 marca. Pamiętajmy zarówno Morze Miasta Szczecin, jak i stworzenia je zamieszkujące są symbolami fantastycznymi. Instrukcja obsługi wymienionych obiektów zawarta jest w Paprykarzu Wspomnień.









sobota, 9 marca 2013

Przemówienie

Pragniemy Wam przekazać kilka słów. Przemówienie wygłosi Nieformalny Rzecznik Spraw Wszelkich, potocznie określany Plastelinkiem.

Słuchajcie a zaśniecie. A za oknem śnieg i zamiecie nie przestraszą Was...
Z poważaniem,
Głowa.




Foto-Szczecin z Głowy

fot. Daniela Swoboda, 
spotkanie z panią Krystyną Łyczywek
Pierwsze zdjęcia kojarzące się z miastem jakie pamiętam, to zdjęcia rodzinne. Te przywiezione z kresów i centralnej Polski. Niektóre z początku ubiegłego wieku przedstawiające prababki, pradziadków, z zakładów fotograficznych Lwowa, Stanisławowa, Stryja, Mławy. Potem zdjęcia robione przez dziadka w 1945 roku w Szczecinie i w końcu współczesne zdjęcia rodzinne.

Pamiętam, że jedne z pierwszych zdjęć starego Szczecina jakie oglądałem, to zdjęcia robione przez fotograficzkę Krystynę Łyczywek.
Z Danielą Swobodą, redakcyjną fotograficzką, udaliśmy się do najsłynniejszej damy fotografii, aby zapytać ją o jej początki.
Urodzona w Poznaniu, romanistka, harcerka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, pani Krystyna Łyczywek przyjechała do Szczecina w październiku 1945 roku. Aparat fotograficzny przetrwał wojnę ukryty u matki pani Krystyny. Był to Baby Box Kodak.
Do Szczecina fotografowie przybyli między innymi ze Lwowa. Do jednego z nich, pracującego w zakładzie przy ul. 5 Lipca, robiącego portrety jej dzieciom, pani Krystyna miała tyle uwag, że ten stwierdził, żeby lepiej zdjęcia robiła sama. I tak też uczyniła.

Po raz pierwszy jej zdjęcia zostały pokazane publicznie w 1948 roku w siedzibie YMCA (Young Men's Christian Association), przy ul. Ogińskiego w Szczecinie. Fotografowała rodzinę oraz ludzi na ulicach miasta. Z Czesławem Piskorskim objeżdżała wszystkie pomorskie miejscowości, dokumentując to, co przetrwało wojnę: ludzi, domy i zabytki. To była pierwsza polska dokumentacja tych ziem.
Mimo aresztowania w 1949 roku, w związku ze sprawą konsula francuskiego Robineau, przetrwała proces oskarżenia i dalej fotografowała. Wkrótce, w 1953 roku, założyła wraz Witoldem Chromińskim Szczeciński Oddział Polskiego Towarzystwa Fotograficznego.

Jest reporterką życia codziennego. Fotografuje całe spektrum społeczne miasta. Nie tylko miasta, w którym żyje, ale w ogóle miasta globalnego. Od 1961 roku podróżuje i fotografuje ulice całego świata: Paryż, Nowy Jork, Pekin, Casablanca. Objechała cztery kontynenty i co dzień dokumentuje oglądany świat.
Aktualnie pracuje nad czwartym tomem antologii, w której rozmawia i pisze o dziesiątkach fotografów. W słoneczny dzień, w który się spotkaliśmy, pani Krystyna przyjechała do nas prosto z ulicznej fotorejestracji. Fotografowała pieszych z perspektywy kierowcy małej renówki.

W czasie rozmowy z panią Łyczywek zacząłem intensywnie myśleć o mojej historii fotografii szczecińskiej.
Na początku lat 90-tych obserwowałem kolegów z Technikum Chemicznego w ich ciemni przy LO nr 2. Potem poznałem Pawła Kulę z załogą (pozdro: Filip Bylak, Adam Ptaszyński) - badali światłoczułość. Konstruowaliśmy proste camery obscury z puszek po piwie, które po odpowiednim czasie były zbierane jako odpad wtórny i rejestrator ruchów słońca. Dziś, cała trójka zajmuje się fotografią zawodowo.
Ja zacząłem zbierać książki. Te o fotografii miasta. W ten sposób odkryłem Maksa Dreblowa, najsławniejszego fotografa niemieckiego Szczecina.
Maks Dreblow urodził się w Gryfinie w 1869 roku. W tym czasie w Szczecinie istniały już pierwsze zakłady fotograficzne, które powstały w połowie XIX wieku. Maks Dreblow fotografował miasto z pasją, ale przede wszystkim statki i okręty. Stary port, bulwary, budowle, wypadki, pierwszą katastrofę lotniczą w 1910 roku. Jego zakład znajdował się na prestiżowej ulicy Bollwark (dziś Nabrzeże Wieleckie).
Roman Czejarek poświęcił kilka tytułów twórczości tego fotografa: m. in. "Szczecin na starych widokówkach" czy album o Maksie Dreblowie, wydany przez Wydawnictwo Walkowska.

To samo wydawnictwo wydało niedawno album "Szczecin w obiektywie Anatola Weczera". To już polski Szczecin, z lat 60-tych ubiegłego wieku. Ukazał się też album Marka Czasnojcia "Szczecin PRL-u".
U progu nowego wieku brak cenzury umożliwił wreszcie wydanie zdjęć z demonstracji i strajków związanych z historią oporu lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Fotografowane one były przez Zbigniewa Wróblewskiego, Włodzimierza Piątka, Jana Matuszewskiego czy wspomnianego wcześniej Czasnojcia. Niedawno ukazał się także album o Kaskadzie, kombinacie rozrywkowym, czyli najbardziej znanym lokalu Szczecina lat 60-tych i 70-tych.

Dziś w mieście działa bardzo wielu fotografów, zrzeszonych w różnych stowarzyszeniach i organizacjach. Szczecińskie Towarzystwo Fotograficzne wydało ostatnio dwa wspaniałe albumy o obiektach przemysłowych niemieckiego Szczecina: "Fabryka paliw syntetycznych Police" oraz album o najważniejszym zakładzie przemysłowym w historii polskiego Szczecina - zamkniętej Stoczni Szczecińskiej (podziękowania dla Tomasza Seidlera).

Nowa technika pozwala unieść aparat ponad chmury. Tak jak czynił to słynny Paul Nadar fotografując Paryż z balonu, Cezary Skórka fotografuje Szczecin z motolotni.
Na ostatniej wystawie Grand Press Photo w Muzeum Narodowym w Szczecinie oglądaliśmy fotografie trzech szczecinian: Marcina Bieleckiego (zwycięzca kategorii życie codzienne), Bartka Mateńki (nominacja do kategorii sport) oraz Filipa Ćwika (nagrodzony w poprzednim roku w World Press Photo).
W Szczecinie także można uczyć się fotografii: na Akademii Sztuki, w Top Arcie, ale też na zajęciach organizowanych przez stowarzyszenia takie jak Niebieska Małpa (P. Kula i M. Stafyniak) i Aloha.
Wystawy fotografii odbywają się w Książnicy Pomorskiej, Muzeum Narodowym w Szczecinie (tu oglądaliśmy "Transgresje" Małgorzaty Łempickiej-Brian), Piwnicy Kany, Galerii Fotart, Bramie Jazz Cafe oraz na kolejnych edycjach inSPIRACJI w 13 muzach.
Polecam także portal internetowy sedina.pl i pismo Szczeciner - tam artykuł o pierwszych atelier fotograficznych w mieście nad Odrą oraz akcje w przestrzeni publicznej opowiadające o historii Szczecina organizowane i fotografowane przez Andrzeja Łazowskiego.

A jaka fotka Twoje oko spotka?

Podziękowanie dla Moniki Szpener za udostępnienie zdjęć i za podróż do Güstrow Barlacha, oraz dla dwóch fotografujących z potrzeby serca: J. Maćkowski i M. Pietkiewicz

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#13] 11/2011

Słońce i zima ze Szczecina







Zima zaczyna się od zmiany czasu. Choć, przyznam szczerze, pierwszego świętego Mikołaja w tym roku znalazłem już 27 października w skrzynce na listy.
Po zmianie czasu dzień staje się coraz krótszy. Trzeba łapać słońce wcześnie rano, jeżeli chce się poczytać przy dziennym świetle, także jeżeli chce się podróżować. Dziś można podróżować szybko i daleko, aż na krańce ziemi. Są tacy, co muszą wszystko dokładnie zaplanować. Od garderoby, przez transport, bagaże i terminarz. Jako przewodnik miejski miewałem ostatnio problem, że nigdzie ze Szczecina nie wyjeżdżałem, ale codziennie po nim podróżowałem.


Wstaję rano, pakuję plecak i wyruszam w miasto, które w zasadzie dobrze znam. Jednak gdy zaplanuję, że idę bez celu, za pierwszym rogiem wchodzę w fantastyczny świat przygody, która częstuje mnie niesamowitymi prezentami w wydawałoby się oczywistym krajobrazie.

W październiku i listopadzie wędrowałem po Cmentarzu Centralnym w Szczecinie oraz poznawałem dokładnie Zamek Książąt Pomorskich.
Dzień jest krótki, więc trzeba się spieszyć - carpe diem. Na Zamku zawsze mijam zegary słoneczne. Nad największym z nich znajduje się postać błazna, który uderzeniami młota sygnalizuje upływający czas. Rzeźba powstała w czasach szwedzki w 1693 roku, a prawie sto lat wcześniej doszło do skazania błazna Mikołaja Hinze (1599 rok).

Życie jest krótkie, a życie błazna Mikołaja skończyło się szybko i śmiesznie. Wszyscy by o nim zapomnieli, gdyby nie płyta nagrobna ufundowana przez księcia, który ten wyrok wydał. Błazen został ścięty kiełbasą. Miał być to żart, ale skończył się śmiercią przerażonego wyrokiem Mikołaja.

Podobnie stało się z kościołem pod wezwaniem św. Mikołaja w Szczecinie, który 200 lat temu, 8 grudnia 1811 roku, spłonął podpalony podobno przez dostawcę siana, któremu wojska francuskie okupujące Szczecin nie zapłaciły za dostarczenie towaru, który znajdował się w kościele św. Mikołaja.

Błazen zginął i stał się sławny. Kościół spłonął, ale przez to jego patron stał się najpopularniejszym opiekunem w historii świątyń Szczecina. W ciągu 700 lat historii Szczecina można wymienić 7 kościołów św. Mikołaja.
Na początku tego roku przygotowywałem artykuł o tym jak św. Mikołaj budował nasze miasto (Szczeciner, rocznik 2011). Byłem przekonany, że jestem w stanie wymienić wszystkie budowle pod tym wezwaniem, bo chodzę, oglądam i pokazuję te miejsca w Szczecinie różnym podróżnikom. Jednak okazało się, że nie o wszystkich obiektach wiedziałem, jak na przykład o kościele św. Mikołaja w Śmierdnicy, który nota bene też już dzisiaj nie istnieje.

Kolejną rzeczą, o której usłyszałem i która mnie zdziwiła, nie mniej niż ulotka reklamowa ze św. Mikołajem w październiku, było to, że wizerunek św. Mikołaja jako dobrotliwego krasnala wprowadziła nie coca-cola jak mi się dotąd zdawało, ale armia amerykańska, która chcąc przekonać do wstępowania do wojsk unii ludzi różnych wyznań i ras, wygenerowała na kartach zachęcających do wstąpienia do wojska postać św. Mikołaja pozbawioną atrybutów religijnych.

W związku ze świętami jesiennymi i przygotowaniami do artykułu o Ernście Barlachu i jego rzeźbie, wiele moich podróży kończyło się na Cmentarzu Centralnym. Ten wielki ogród zawsze szokuje mnie czymś nowym. Nie chodzi o to, że jest to projekt modernistyczny, ani o to, że za każdym razem znajduję nowe grobowce. Bardziej chodzi o to, że krajobraz, z którym stykam się już od dzieciństwa, zmienia się i pulsuje niesamowitym życiem barw, kolorów, przyrody, pomników i emocji.
Główna oś całego projektu, przebiegająca od wschodu po stronie kaplicy aż na zachód, jest założona w taki sposób, by słońce eksponowało każdą chwilę, każdy element w przestrzeni, zarówno naturalny jak i stworzony przez człowieka. Wschód - początek życia, zachód - jego koniec.

Co ciekawsze, Cmentarz Centralny, zaprojektowany przez architektów Meyera i Hanniga, był zwieńczeniem projektów tego pierwszego na budowle publiczne w okresie kiedy Szczecin rozwijał się najintensywniej - od lat 90-tych XIX wieku do I wojny światowej. Skala tych budowlanych działań jest nieosiągalna dla współczesnych architektów miejskich. W ciągu kilku lat powstały wtedy m. in. Hakenterrasse z budynkiem Muzeum, budynek Urzędu Celnego, rektorat Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, budynek I LO, szkoła Bismarcka, budynek Wydziału Chemii Uniwersytetu Szczecińskiego, w końcu brama cmentarna i kaplica z aleją widokową na Cmentarzu Centralnym.

Gdy planuję podróż lub wycieczkę po mieście, idea jaka mi przyświeca to przybliżyć na nowo miejsca zapomniane, nieistniejące, jak i te istniejące, ale ukazane w innym świetle.
Lato, jesień, wiosna, zima zmieniają zupełnie, nawet tak powszednie dla przewodnika miejsca jak Zamek czy wielki Cmentarz Centralny. A że dzień jest krótki chwile te stają się niepowtarzalne, magiczne i przez to zaskakujące.

Dlatego podróżujmy wszędzie.
Nawet tam, gdzie jesteśmy codziennie.
Promienie słońca są zmienne.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#14] 12/2011

"Matka Ziemia" - powrót kamienia. Rzeźba - symbol. Ekspresja Ernsta Barlacha

fot. Monika Szpener
http://4.bp.blogspot.com/-ypFQCKUQ-DI/VDp9Ep76X9I/AAAAAAAAJCw/gvoV0JhfXCs/s1600/o3.jpg
W pierwszym numerze magazynu SIC! (listopad 2010) pisaliśmy o dwóch miejscach. Jedno to Cmentarz Centralny w Szczecinie, drugie - dawna Szkoła Rzemiosł Artystycznych, Kunstgewerbeschule (dzisiaj budynek WZDZ przy pl. Kilińskiego). Łącznikiem między tymi dwoma miejscami były rzeźby nagrobne zaprojektowane oraz wykonane przez artystów i rzemieślników, takich jak Kurt Schwerdtfeger - nauczyciel rzeźby w tej szkole, czy Gregor Rosenbauer - dyrektor. Dziś cmentarz stał się pomnikiem pamięci Polaków i Niemców, a dzieła sztuki znajdujące się na nim, stały się łącznikiem, dzięki któremu możemy poznać kulturę własną i naszych sąsiadów.

Najbardziej znanym rzeźbiarzem, którego dzieło znalazło się na Cmentarzu Centralnym był Ernst Barlach (1870-1938) - grafik, poeta niemiecki, ekspresjonista i "mistyk prostoty".
Artysta życie swoje związał z północą Europy. Zafascynowany rzeźbą średniowieczną, szczególnie północnych Niemiec, odbył w 1906 roku podróż na Wschód i tam odkrył w życiu codziennym mieszkańców prostotę, niezwykłą siłę wyrazu, która ukształtowała jego styl rzeźbiarski.

"Już kiedy przez Warszawę jechaliśmy do innego dworca mijając Wisłę, wstrząsnęło mną uczucie szczęśliwości człowieka błogo przebudzonego (...) Pomyślałem: spójrz, tak na zewnątrz jak wewnątrz, wszystko jest jednakowo rzeczywiste" - Ernst Barlach, "Życie opowiedziane przez siebie".

Surowy klimat północy Europy, tak zwane ciążenie ku ziemi, przeciwstawiał dynamice jasnego południa. 
Rzeźbił w drewnie wzorując się na stylu mistrzów snycerki średniowiecznej, nadając jej nowy wyraz poprzez uproszczenie i koncentracje na napięciach modelowanej postaci, nie zaś na naturalistycznym szczególe.
Intrygował go los człowieka. Jego postacie to często wykluczeni: kat, żebrak, również postacie z mitologii północy: czarownice, golem, czy postacie z literatury jak Faust. Również postacie biblijne i słowiańscy chłopi.

Po pierwszej wojnie światowej wykonywał na zamówienie pomniki ku czci poległych żołnierzy. W październiku 1920 roku przyjechał do Szczecina, by na zlecenie rodziny Biesel wykonać pomnik nagrobny pt. "Matka Ziemia". Pomnik stanął na Cmentarzu Centralny w 1921 roku. Zgodnie z wprowadzonym przez dyrektora cmentarza Georga Henninga regulaminem, który określał materiał, jego wielkość i umiejscowienie w konkretnej kwaterze, Barlach wykonał z wapienia muszlowego pomnik przedstawiający siedzącą postać kobiety o prostych, surowych rysach z dłońmi przykrytymi fałdą kamiennego materiału, opadającego ku ziemi. Rzeźba wkomponowana w krajobraz ogrodu śmierci, symbolizuje emocje i jest znakiem tego miejsca.

To, co stało się później z artystą, dziś można traktować jako koszmarny paradoks. Barlach, tak bardzo przywiązany do tradycji i kultury północnych Niemiec, po dojściu nazistów do władzy staje się artystą wyklętym. Naziści określają jego sztukę mianem zdegradowanej.
W tym czasie w całych Niemczech, i Szczecinie, z muzeów i placówek publicznych usuwane są prace artystów propagujących nowe formy w sztuce lub mających nieodpowiednie pochodzenie. Tak naziści rozprawiają się z ekspresjonizmem i Bauhausem, czyli z ideami funkcjonalizmu i modernizmu, które miały łączyć ludzi różnych rzemiosł i pochodzenia, tworzących nowe formy sztuki.
W 1937 roku doszło do demontażu pomników poległych w czasie wojny, a ponad 381 dzieł Barlacha zostało skonfiskowanych ze zbiorów publicznych. W 1938 roku, 24 października, Barlach umiera w Rostocku, do końca wierny swej ziemi.

Rzeźba na szczecińskim cmentarzu pozostała do 1961 roku. Przetrwała wojnę oraz naloty na cmentarz i w 1967 roku trafiła do Muzeum Ernsta Barlacha w Güstrow, na terenie ówczesnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej.
W październiku 2011 roku na cmentarzu szczecińskim stanie kopia "Matki Ziemi" Ernsta Barlacha. Symbol zostanie pomnożony, czego artysta sam nie unikał, sporządzając kilka kopii już w trakcie tworzenia rzeźby.
Rzeźba, którą wykona artystka Monika Szpener, stanie na rozwidleniu dróg, vis a vis kwatery 26, gdzie w latach 20-tych XX wieku znajdowała się ekspozycja ludowej rzeźby cmentarnej z Pomorza.

W listopadzie będzie można oglądać w Szczecinie prace Ernsta Barlacha w Muzeum Narodowym. Jest to kolejny pokaz jego prac. W 2005 roku na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie gościła wystawa "Między niebem a ziemią. Ernst Barlach - Rzeźba i grafika" ("Zwischen Himmel und Erde. Ernst Barlach - Plastiken und Graphik"). W 2002 roku jego prace były pokazywane na Zamku Książąt Pomorskich na wystawie "Dance Macabre".

Sztuka Barlacha jest jak kompas. Pokazuje północ, ale dzięki niej poznajesz i wschód i zachód i południe. Ta rzeźba wynika z ziemi i jej symbol w pamięć zmieni.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#12] 10/2011

Film i kino – zabytki Szczecina

fot. Daniela Swoboda
Szczecin szczyci się jednym z najdłużej działających kin na świecie. Kino Pionier zostało otwarte w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Tuż obok do tej pory znajduje się budynek kina Kosmos (architekt Andrzej Korzeniowski) z barwną mozaiką wpisaną do rejestru zabytków.

Mozaika została wykonana przez dwóch rzeźbiarzy (Sławomir Lewiński, Emanuel Messer), którzy posłużyli się kolorowymi elementami ceramiki z domów zniszczonych i odgruzowanych po kataklizmie wojny.
Kosmos otwarto w 1959 roku. Pierwsza projekcja odbyła się 7 listopada. Zagrano radziecki film "Los człowieka" oraz film ze szczecińskiej wytwórni filmowej "Piękne dzielnice". 
Kino to było jednym z pierwszych nowoczesnych obiektów zbudowanych w polskim Szczecinie. 

Na jednym z obrazów Małgorzaty Łempickiej-Brian pojawia się mozaika z kina Kosmos z napisem "universum". Historia i iluzje. W Muzeum Historii Szczecina możemy oglądać wystawę tej artystki pt. "Transgresje" o przemianach ostatnich 20 lat, które zachodziły w przestrzeni miejskiej Szczecina; o tym, jak kina stają się zabytkami.

Do dziś w centrum miasta znajduje się budynek po centrum handlowym Posejdon. Modernistyczna budowla czeka na nowego inwestora. Jej historia zaczęła się w 1925 roku, kiedy to w Berlinie największa niemiecka wytwórnia filmowa podjęła decyzję o budowie wielkiego kina w Szczecinie. I tak w 1929 roku otwarto UFA Palast, dysponujące salą na ponad 1000 osób. 

Wcześniej, w 1912 roku, wybudowano pawilon, który miał być halą do oglądania panoram, czyli wielkich obrazów historycznych. W 1914 roku pawilon został przebudowany na kino Urania na 800 miejsc. Oprócz filmów odbywały się tam prelekcje popularno-naukowe. Już w statucie założycielskim postanowiono, że repertuar kina będzie ambitny i posłuży kształceniu dobrego gustu. 
Obiekt nie przetrwał wojny. W jego miejscu stoi cerkiew św. Mikołaja. Budynek możemy zobaczyć jedynie na starych zdjęciach i fotografiach, między innymi w książce Rafała Makały "Między prowincją a metropolią. Architektura Szczecina w latach 1891-1918".

Obecne czasy sprzyjają badaniu dziejów Szczecina, starego i nowego. Kina, które nie przetrwały II Wojny Światowej, czy te, które zostały zamknięte w wyniku przemian gospodarczych w latach 90-tych, można oglądać w wielu książkach i wydawnictwach, takich jak Zeszyty szczecińskie - zeszyt 8 "Quo Vadis", "Żyd Süss", "Świniarka i Pastuch"... w szczecińskim starym kinie 1910-1952.
Z kartek zeszytu dowiadujemy się, że pierwszym filmem dla polskiej publiczności w Szczecinie był obraz "Sekretarz Rajkomu". Projekcja odbyła się 7 lipca 1945 roku w kinie Polonia na Niebuszewie. 
Tego roku otwarto jeszcze kino Bałtyk na Pogodnie.
Obydwa zamknięto w końcu XX wieku.

Na planie miasta z 1978 roku (PPWK, Warszawa) wymienione są kina:
Bałtyk - ul. Adama Mickiewicza
Koloseum - ul. 5 Lipca
Delfin - al. Mariana Buczka
Derby (Letnie) - ul. Kaszubska
Drużba - al. Wojska Polskiego
Hetman - ul. 9 Maja
Hutnik - ul. Kolejowa
Kosmos - al. Wojska Polskiego
1 Maja - ul. Przodowników Pracy
Mars - ul. Piotra Wawrzyniaka
Mewa - ul. Teodora Axentowicza
Pionier - al. Wojska Polskiego
Polonia - al. Rewolucji Październikowej
Promień - al. Bohaterów Warszawy
Przyjaźń - ul. Racławicka
Szmaragdowe - ul. Stefana Jaracza

Z tych obiektów, funkcję kina do dzisiaj pełni Pionier i okresowo Przyjaźń - już jako Klub Delta, przy Miejskim Ośrodku Kultury w Dąbiu. 

W latach 90-tych, mieszkając na Pomorzanach, chodziłem do kina Trans. Pamiętam, że puszczano filmy Jarmuscha i tam oglądałem francuski film "Nienawiść" z Vincentem Casselem o młodzieży z przedmieść Paryża. Nie wiedziałem wtedy, że w 1980 roku w filmie "Alicja" w reż. Jerzego Gruzy i Jacka Bromskiego zagrał Jean-Pierre Cassel, a w obrazie tym, będącym koprodukcją belgijsko-brytyjską, deptak Bogusława (wtedy jeszcze ulica) udawał Paryż. 
Z kolei w "Młodych Wilkach 1/2" z 1997 roku Szczecin zarówno udaje Berlin i gra sam siebie.

W 1999 r. byłem w kinie Delfin na szczecińskiej premierze filmu "Moja Angelika". Prawdziwy romans po polsku. Mroczna historia z kolorowymi zdjęciami Szczecina, oglądanego przez bohatera, Radosława Pazurę. Pędził on motorem przez Trasę Zamkową, by uratować dziewczynę. W tej roli wystąpiła Monika Kwiatkowska, która zresztą pojawiła się na szczecińskiej premierze. Film był smutny, ale po wyjściu z kina widziałem miasto jak na tym obrazie. Wkrótce kino Delfin też zamknięto. 

Historii ciąg dalszy.
W 2003 roku reżyser Bobby Garabedian nakręcił krótkometrażowy film pt. "Most". Akcja toczy się gdzieś w Czechach, ale tytułowy most, na którym rozgrywa się główna scena filmu, to kolejowy most zwodzony w Podjuchach z lat 30-tych XX wieku - jedna z niewielu takich konstrukcji wciąż użytkowanych na świecie. 

Lata 90-te XX wieku to także czas kina Kontrasty, gdzie Doland Paszkiewicz prowadził klub dyskusyjny. Projekcje odbywały się również w kinie Zamek. Jego działalność kontynuuje dzisiaj kino Obserwatorium, które współorganizowało pokaz "Konstelacja Szczecin" w 2010 roku. Przypomniano wtedy postaci aktorów urodzonych w niemieckim Szczecinie oraz filmy, w których zagrali, m. in. Heinrich George, jeden z najbardziej znanych szczecińskich aktorów (SIC! [#09] 07/2011). 
W 1944 roku wystąpił on w propagandowym filmie "Kolberg" (Kołobrzeg). Był to film kolorowy, jeden z pierwszych na świecie. Akcja rozgrywała się w Kołobrzegu w czasie wojen napoleońskich i ukazywała dzielnych pruskich żołnierzy, walczących m. in. z polskimi ułanami w służbie "Wielkiej Armii" Napoleona. 
Dzieło wyprodukowano nakładem wielkich kosztów. Produkcją kierował sam Goebbels. 
Film miał zmotywować niemiecki naród do walki w obronie III Rzeszy. 

W 1969 roku Szczecin zagra czarno-biały Kołobrzeg, już z polską nazwą, w obrazie "Jarzębina czerwona". Ten film, również propagandowy, opowiada o walkach o Kolberg (Kołobrzeg) w 1945 roku. Zdjęcia kręcono w okolicach Książnicy Pomorskiej, na ulicy Podgórnej i na terenie portu w miejscu przedwojennego Stettin-Breslauer Bahnhof (Dworca Wrocławskiego).

Z gwiazd światowego i polskiego kina warto wspomnieć jeszcze Hansa Heinrich von Twardowskiego, który zagrał z innym szczecinianinem, Emilem Döblinem, w ekspresjonistycznym filmie "Gabinet Doktora Caligari" (1920 rok) oraz w "Casablance" (1942 roku) u boku Humphrey Bogarta.
Z polskich gwiazd filmu przypomnieć należy kreacje Zbigniewa Cybulskiego i Zdzisława Maklakiewicza w "marynarskim paprykarzu" pt. "Cała naprzód" (1966 rok). W tle aktorów widzimy odgruzowane place po starym mieście i osmolone ruiny katedry. Jeszcze jeden dokument historii miasta.

Dziś możemy oglądać kino w technologii 5D, otwarte na Turzynie. Kilkanaście lat temu, też na Turzynie, otwarto porno-kino w miejscu dawnego kina Promień, które pamiętam, bo byłem tam na jednym z pierwszych seansów w życiu pt. "Błękitna płetwa" (film o poławiaczach tuńczyków). 
Z kolei w kinie Polonia, w którym odbył się pierwszy seans po wojnie, po zamknięciu otwarto sklep rybny Orka. Przez jakiś czas w przedsionku wisiała jeszcze tabliczka z rozkładem miejsc. Dzisiaj można o tym przeczytać tylko w książkach, albo zobaczyć na portalach miłośników dawnego Szczecina, jak np. Sedina.pl.

Czy jesteś na festiwalu filmów w Ińsku, czy w Gryfinie, wspomnij o kinie, co go nie ma już w Szczecinie, a może sam nakręcisz film i historia kin ożyje.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#11] 09/2011