czwartek, 7 marca 2013

Szczecin 1813 i 1913

Co się działo w Szczecinie 100 i 200 lat temu? Jak miasto rosło i zmieniało się w epoce cesarzy - od Napoleona do Wilhelma II. Początek i koniec Twierdzy Szczecin.
Szczecin 1813 i 1913 by Przemek Glowa

Dzielnice stoczniowe

Do dzielnic stoczniowych w Szczecinie zaliczamy Grabowo i Drzetowo. Stocznia i okolice w książce i w podróży.Dzielnice stoczniowe by Przemek Glowa

Miasto, kobieta, literatura

 Przewodniczki i pisarki opisują swoje miasto. Podróż z Warszawy do Szczecina i z powrotem.

Miasto, kobieta, literatura by Przemek Glowa

wtorek, 5 marca 2013

Co zostało z dawnej elegancji? Krótki zarys historii odzieży w Szczecinie

fot. Konrad Wesołowski
Dawne kroniki podają, że 887 lat temu biskup Otton z Bambergu podarował synom wielmoży szczecińskiego Domsława "dwie cienkie białe suknie obszyte złotem, ze złotymi pasami i barwne buty". Chłopcy przyjęli chrzest, po nich wszyscy szczecinianie, a biskup został świętym i patronem Pomorza. I jest to pierwszy opis odzieży z zachodu Europy, którą zaczęli nosić mieszkańcy Szczecina.
Do najstarszych elementów ubioru dawnych szczecinian należą wyroby garbarskie (ze skóry), głównie obuwie, na przykład ciżmy. Cech krawców, którego dotyczą najstarsze dokumenty pisane, był jednym z pierwszych cechów zarejestrowanych w mieście na początku XIV wieku. Dzięki zapisom wiemy, że pierwsze konflikty społeczne w mieście dotyczyły przestrzeni potrzebnej do wytwarzania odzieży i partactwa, czyli produkcji odzieży poza cechem (podrabiania marki). Garbowanie, bielenie, barwienie wymagało specjalnego dostępu do wody i izolacji od części mieszkalnej ze względu na fetor, który temu towarzyszył (stąd lokalizacja na Łasztowni, która w średniowieczu stałą się pierwszą fabryką wytwórczą miasta).

Kolejne dokumenty pisane dotyczą sprowadzania sukna z Londynu, w czasach kiedy miasto należało do związku miast hanzeatyckich. To czas importu odzieży luksusowej i eksportu wyrobów futrzarskich ze wschodu Europy na zachód. W żeńskich klasztorach, na przykład cysterek w Szczecinie, Wolinie czy Marianowie, zakonnice zajmowały się produkcją szat liturgicznych. Najstarsze wizerunki na rzeźbie czy polichromiach przedstawiające stroje Szczecinian można zobaczyć w kościele św. Jana (o czym pisaliśmy w styczniowym numerze magazynu SIC!). Zbiory sztuki gotyckiej czyli ołtarze, obrazy i rzeźby przedstawiające świętych ze średniowiecza wspaniale ilustrują zmiany w modzie jakie zachodziły na przestrzeni wieków średnich w starym Szczecinie.
Wszystkie te obiekty możemy zobaczyć w Muzeum Historii Miasta Szczecina w Starym Ratuszu.

Z epoki renesansu zachowały się już konkretne fragmenty ubioru, odkryte w sarkofagach książąt pomorskich. Kołpaki książęce, pończochy, fragmenty koronek, fragmenty sukni, wraz z ikonografią (na przykład portret księcia Filipa I autorstwa Lucasa Cranacha Młodszego lub gobelin Opona Croya przedstawiający tego samego księcia wraz z rodziną ) i rzeźbą sakralną z epoki dają bardzo dokładny obraz ubiorów i mody książęcej, która stała się już wtedy totalnie europejska. Z tych czasów pochodzi też legenda o siedmiu płaszczach, czyli o niezrealizowanym zamówieniu księcia Bogusława - krawcy okazali się oszustami i materiał od księcia wykorzystali w celach prywatnych, co źle się dla nich skończyło.

W 1721 roku król pruski Fryderyk Wilhelm I osadził na Pomorzu Hugenotów. W ten sposób powstała gmina francuska w Szczecinie. Francuskojęzyczni protestanci upowszechnili nowe techniki wytwarzania odzieży. Wśród nich byli tkacze cajgu, rękawicznicy, kapelusznicy, perukarze, pończosznicy. Mieszkali na starym mieście, na którym już w średniowieczu pojawiły się nazwy ulic związane z konkretnymi cechami, na przykład Szewska i Tkacka. Francuskojęzyczni przybysze otworzyli w mieście pierwsze manufaktury i tkalnie, które bezpośrednio poprzedziły fabryczną produkcję masową odzieży.

XVIII wiek przyniósł także pierwsze salony w stylu francuskim. Propagowały one oprócz kultury codziennej także nowe trendy ubioru pojawiające się na zachodzie Europy. Najważniejsze salony należały do dwóch pań, które wpływały na panujący w Szczecinie styl mody: księżnej Elisabeth von Braunschwieg oraz Sophii Augusty Tilebein. Salony te były wzorem dla mieszczanek, które także chciały być modne i naśladować hrabinę i księżną. I tak wśród mieszczanek upowszechniał się francuski styl mody, ówcześnie uznawany za najlepszy.

Kolejne epoki dają nam obraz strojów zwykłych mieszkańców, szczególnie epoka romantyzmu. Zafascynowany sztuką regionu, artysta malarz urodzony i zmarły w Szczecinie, żyjący w I połowie XIX wieku, August Ludwig Most, przedstawiał codzienne stroje mieszkańców miasta i przedmieść Szczecina, rybaków i mieszczan (ekspozycje obrazów znajdują się w Muzeum Narodowego przy ul. Staromłyńskiej).

W drugiej połowie XIX wieku Bernhard Stoewer rozpoczyna produkcję maszyn do szycia. W tym czasie powstaje także wiele innych zakładów. Powstaje także fotografia, dzięki której można łatwiej śledzić zmiany w ubiorze.

W pierwszej połowie XX wieku została założona fabryka włókien sztucznych (nylon) w  Żydowcach (późniejszy Wiskord). W 1916 roku powstała w Szczecinie firma Wilvorst. Zakład ten znany był z produkcji strojów odświętnych, garniturów i fraków. Po wojnie firma przeniosła się do Niemiec gdzie funkcjonuje po dzień dzisiejszy. Jej obiekty po wojnie nie zmieniły funkcji i zajmowały się dalej produkcją odzieży. Najpierw produkowały odzież roboczą, na przykład dla kolejarzy, a w 1960 roku przyjęły nazwę Dana i zaczęły produkcję ubiorów codziennych, głównie dla pań, stając się wkrótce jedną z najbardziej znanych marek w kraju. Zakład przetrwał do początku XXI wieku.

W 1964 roku powstały Zakłady Przemysłu Odzieżowego Odra. Produkcja odbywała się w budynku przy ul. Niepodległości 38, w którym w pierwszej połowie XX wieku działała firma Feldbergów produkująca odzież męską. W epoce socjalizmu zakład zaczął produkcję jeansów, które przyniosły mu sukces w całym bloku państw socjalistycznych. Zakład ten także przetrwał do XXI wieku, kiedy to w dramatycznych strajkach został zamknięty, a budynek rozebrany. Dziś pamiątki i stroje można oglądać na starych fotografiach i w Muzeum Historii Miasta Szczecina w Starym Ratuszu.

Pamiętajmy, że między XVII a XXI wiekiem w Szczecinie poza normalną odzieżą zwykłych obywateli powszechny był mundur wojskowy, który także kształtował wizerunek mieszkańców czy to pruskiego Stettina czy to polskiego Szczecina, miasta twierdzy (XVII-XIX wiek) i garnizonu (w wieku XX/ XXI). Stąd też dużo elementów umundurowania w codziennym stroju. Mundury należały do różnych armii, między innymi niemieckiej, polskiej, rosyjskiej, francuskiej, szwedzkiej, duńskiej.

Po II Wojnie Światowej, ponieważ Szczecin był miastem portowym, a zarazem za żelazną kurtyną, to marynarze często przywozili markowe rzeczy z zachodu Europy, które nieoficjalnie sprzedawali "w okolicach" portu. Legalnie markową zachodnią odzież kupowało się za dewizy w sklepach Pewexu. Tak było do końca lat 80-tych XX wieku.
W latach 90-tych, po upadku komunizmu, na terenie Szczecina zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu punkty sprzedaży odzieży używanej (marek sportowych albo z demobilu, na przykład Bunkier na Placu Zwycięstwa oferujący ubiór dla subkultur i służb mundurowych) i markowe butiki, jak Szafa, a po 2000 roku Fanfaronada. Szczecinianie coraz częściej wybierali się na zakupy na Zachód, powszechnie wykupując na przykład buty na koturnie w Berlinie. Osobnym zjawiskiem była fala chińskich koszulek z nadrukami wszystkich kapel świata.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#4] 02/2011

Zagadka na ścianach św. Jana

Bryła trwa już 640 lat. Przetrwała wojny i przebudowy, dłużej niż wszystkie inne budowle w mieście. W środku znajdują się najstarsze wizerunki mieszkańców Szczecina, rzeźby i malowidła.

W średniowieczu powstawały zakony, które z czasem utworzyły formy będące pierwowzorem dzisiejszych korporacji: benedyktyni, cystersi i franciszkanie. Ich głównymi celami były nauka, gospodarka oraz służba mieszkańcom miast. Franciszkanie powstali jako zakon żebrzący, a ich popularność w miastach Europy sprawiła, że w krótkim czasie stali się potęgą ponadkontynentalną. Św. Franciszek zmarł w 1226 roku, a już w 1240 roku pierwsi franciszkanie dotarli do Szczecina.

W 1289 roku pierwszy franciszkanin zostaje papieżem - Mikołajem IV. Wtedy w Szczecinie zaczyna się budowa nowego kościoła. Drewno na dach zostaje ścięte w 1369 roku. Zamontowana więźba zachowała się do dzisiaj wraz ze znakami cechowymi przy miejscach łączenia belek. Jest to jedyny tak stary zachowany drewniany dach w mieście.

Po reformacji, w 1527 roku, mnisi uciekli ze Szczecina. W 1536 roku w środku kościoła powstał przytułek dla biednych. Natomiast w czasach szwedzkich zaczął pełnić funkcję świątyni garnizonowej (1678 rok). Wtedy też pobielono wszystkie ściany a wnętrze wypełniono trofeami wojskowymi.

W czasie okupacji napoleońskiej kościół stał się magazynem siana. Po spaleniu kościoła św. Mikołaja, mieszczącego się przy Starym Ratuszu, kościół św. Jana przejął parafian i wyposażenie. A w kolejnych latach popadał w ruinę.

Położenie blisko rzeki zmusiło do usadowienia budowli na palach. Murom zawsze dokuczała wilgoć od rzeki, i tak jest do dzisiaj. Na przełomie XIX i XX wieku chciano świątynie zburzyć, gdyż obok powstały luksusowe obiekty: hotel i dom towarowy. W opinii inwestorów świątynia była stara i brzydka. Budowlę tę ratował Hugo Lemcke. Był on konserwatorem oraz członkiem Pomorskiego Towarzystwa Miłośników Historii i Starożytności. Jego starania przyczyniły się do tego, że mimo zamknięcia kościoła na przełomie wieków, w latach 30-tych XX wieku podjęto renowację. Kolumny spięto żelaznymi ścięgnami, wzmocniono także fundamenty żelbetem. Kościół stał się magazynem dekoracji teatralnych.

W 1956 roku kościół został przekazany polskim władzom kościelnym. Zamieszkali w nim pallotyni, którzy w zeszłym roku podczas Nocy Muzeów udostępnili przestrzeń świątyni współczesnym artystom (patrz str. ).

Dziś dzięki renowacji możemy podziwiać następujące zabytki: na zewnątrz fryz z przedstawieniem winnej latorośli, konsolę w łuku tęczowym przedstawiającą uśmiechniętego budowniczego, a w wewnątrz płytę nagrobną (1378 rok) z najstarszym wizerunkiem pary małżonków - Henryka i Gertrudy Rabenstropów, i wreszcie wspaniałe i jedyne w mieście tak stare polichromie (XV-, XVI- i XVII-wieczne). Jest św. Wawrzyniec - pierwszy kawalarz wśród świętych, patron tragarzy z pobliskiego portu, wyobrażony z grillem, na którym był przypiekany (miał wtedy się zwrócić do swoich oprawców z pytaniem czy mogliby go obrócić na drugi bok, bo ten się już dobrze przypiekł). Człowiek wyżej, z herbem, siekierką, w ciżmach i czapie... co jest na tarczy: gryf czy kogut?; strażak czy kolejny budowniczy? - zagadka. Obok wizerunek Madonny. W miejscu twarzy do niedawna znajdował się przewód elektryczny; dzisiejsze oblicze to fantazja konserwatora. Na koniec abstrakcja: szaty, stopy... tylko tyle, do tego data 1506.

Historia opiera się na kruchych zabytkach i pamięci. Opisane zabytki to najstarsze dzieła sztuki pozostałe w pierwotnym miejscu, przedstawiające mieszkańców, którzy budowali Szczecin w średniowieczu.
Co zostaje z naszej grafiki... Niepoznawalne...

 Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#3] 01/2011

Północne widoki. Z górki na pazurki… woda płynie z rurki



Kolejną podróż po Szczecinie rozpoczynamy na położonym 100 m. nad poziomem Odry Warszewie, skąd rozpościera się widok niezwykły. Przy słonecznej pogodzie z góry osiedla podziwiać możemy panoramę miasta sięgającą terenu Dolnej Odry, gór Bukowych, niemieckich pól wiatraków za Kołbaskowem jak również Goleniowskiej wieży kościelnej i telewizyjnej.

Warszewo, niegdyś wieś klasztorna, notowana była już w XIII w. i należała do klasztoru cysterek szczecińskich. Ta północna dzielnica, mimo iż oszczędzona w trakcie wojny, zniszczała pod wpływem lat. Układ ulic i oryginalna zabudowa pozostają niezmienne od 700 lat. Warszewo przez wieki zachowało podmiejski charakter, zaś wokół dzielnicy powstają nowe osiedla. Na skwerze w roku 1934 powstała niezwykła ozdoba przedwojennego Warszewa - Słonik, nieoficjalny symbol dzielnicy, zaprojektowany przez niemieckiego artystę Kurta Schwerdtfegera. Pierwotnie rzeźba-fontanna, stała pośrodku niewielkiego oczka wodnego (obecnie zieleniec). Woda tryskała z ustawionej na sztorc trąby słonia, spływając po jego grzbiecie, niemalże wytyczając trasę z góry Warszewa do centrum Szczecina.

Na Warszewie odnaleźć możemy liczne głazy narzutowe, z którymi związana jest "diabelska" legenda, kościół należący niegdyś do Fundacji Mariańskiej oraz stary cmentarz z małym lapidarium.
Schodząc lub zjeżdżając rowerem w dół dzisiejszą ul. Duńską, dochodzimy styku Warszewa, miejsca niegdyś nazywanego Rollerberg (Stoki). Są to tereny na poziomie obecnego parkingu sklepu Netto skąd rozpościerają się cudowne widoki, coraz bardziej doceniane wieczorami oraz przy okazji noworocznych fajerwerków. Idealne miejsce na zbudowanie w przyszłości wieży widokowej. Na tejże granicy powstawały cegielnie i wypalarnie gliny, z której na miejscu tworzono cegłę do budowany miasta w okresie do I wojny światowej. Na samych stokach - cegielni było kilka, w okolicy - kilkanaście. Po nich zostały stawy odkrywkowe i oczka wodne. Ceniona była również woda stąd spływająca, która w naturalny sposób zasilała miasto. Potoki ze wzgórz Warszewskich płynęły do miasta, gdzie pojono konie. Warszewiec i Osówka to strumyki, które dziś tworzą parkową Rusałkę.

Podążając dalej z Warszewskiej góry mijamy ceglany budynek byłej rzeźni miejskiej, będącej wyrazem funkcjonalizmu i ekspresjonizmu projektu Wilhelma Würffela z lat 1928-29, obecna siedziba Społem. Na pobliskim skwerze po wojnie zatrzymywały się tabory cygańskie. Nie sposób pomiąć również nieistniejącego już zakładu, na rogu Niemcewicza i Krasińskiego, który rozsławił Szczecin. Była to fabryka Bernarda Stoewera, w której produkowano maszyny do szycia, pisania i rowery. W tym też miejscu powstała pierwsza trasa tramwajowa w 1879 r. Warto tu wspomnieć o otwartym niedawno w okolicy Muzeum Techniki i Komunikacji. Architektów do dziś zachwycają rozwiązania urbanistyczne Niebuszewa, choć nie była to dzielnica bogaczy, tylko robotniczej biedoty. Obraz ten próbowano zmienić, projektując ul. Słowackiego: piękne kamienice z przedogródkami, przestronnymi mieszkaniami z widokiem na park i jezioro. Jeszcze dziś, wiele lat po wojnie, uroda tego miejsca pozostaje widoczna, mimo dewastacji obejmującej niestety niemal cały obszar dzielnicy.

Podążając dalej Aleją Wyzwolenia, mijając budynek byłej Szkoły Rzemiosł Artystycznych, dawnego zakładu odzieżowego Dana i pomnika Wdzięczności dla Armii Radzieckiej docieramy do kresu naszej podróży, pod pazury orła białego, górującego niegdyś nad gryfami pomorskimi, żółwiami i jaszczurkami, umieszczonego na barokowej fontannie z roku 1732, stanowiącej główną ozdobę dawnego rynku Końskiego.

Polecenie wybudowania fontanny i wodociągu wydał w roku 1728 sam Król Fryderyk Wilhelm I, wysyłając w tym celu majstrów działających w Berlinie. Projektem budowy rurociągu grawitacyjnego ze źródeł na Warszewie zlecono po jego śmierci Valentinowi Nordheimowi, budową zaś zajął się szwajcar Abracham Dudendorf. Fontanna zaprojektowana została przez berlińskiego architekta Johanna Friedricha Graëla, wykonana z piaskowca przez rzeźbiarza Hohana Conrado Kocha oraz mistrza kamieniarskiego Angerera. Fontana pierwotnie stała na miejscu obecnego Polmozbytu. Dopiero w roku 1866 została przesunięta na obecne siedlisko i przyłączona do sieci miejskiej, by do dnia dzisiejszego cieszyć oko mieszkańców i turystów.


Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#2] 12/2010

piątek, 15 lutego 2013

Przemijanie ujęte w ramy modernizmu






Cmentarz Centralny przełomu wieków jest miejscem gdzie zamykają się indywidualne historie żyjących w XX wieku Szczecinian i Stettinerów, Polaków i Niemców, różnych wyznań, narodowości i światopoglądów; miejscem sprzed i po II Wojnie Światowej, gdzie historie ukryte są w stuletnim parku pełnym życia i śmierci, tajemniczym ogrodzie pełnym roślin, świętym i zapomnianym; dla żyjących tu i teraz jest centralnym placem jesiennych spotkań i spacerów.

Pomysł utworzenia Cmentarza Centralnego (Hauptfriedhof) w Szczecinie narodził się pod koniec XIX wieku. Cmentarze przykościelne przepełniały się, a idea przenoszenia pochówków na obrzeża miasta i tworzenia cmentarzy - ogrodów zyskiwała na popularności. Projekt Cmentarza Centralnego realizował na początku Wilhelm Meyer - Schwartau, który sam spoczął na nim w 1935 roku (drugi człon nazwiska architekta pochodzi od miejsca urodzenia - Lubeka-Schwartau). Był to miejski radca budowlany pełniący nieprzerwanie urząd przez 30 lat, entomolog, twórca pierwszych ścieżek rowerowych, a przede wszystkim twórca najbardziej monumentalnych budowli przełomu wieków, między innymi Hakenterrasse, dzisiejszych Wałów Chrobrego. 

Główna oś Cmentarza Centralnego prowadzi ze wschodu, od neoromańskiej kaplicy wzorowanej na Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie, ku zachodowi, zgodnie z obowiązującym w przeszłości kierunkiem konduktów pogrzebowych. Wschodnia część nekropolii powstała na początku ubiegłego wieku. Część zachodnia, powstała w latach dwudziestych, to nowsze, modernistyczne oblicze miasta zmarłych.

form follows function - forma wynika z funkcji (L. Sullivan)
Trzecia brama, otwierająca się na nowszą część nekropolii, powstała po 1925 roku. Aleja, która prowadzi od niej w głąb cmentarza obsadzona jest lipą holenderską, stąd też jej dzisiejsza nazwa. Przed wojną jednak aleja nosiła nazwę Georga Hanniga, pierwszego dyrektora i współtwórcy cmentarza.
Część modernistyczna cmentarza to w zasadzie dwie przebiegające równolegle aleje, dochodzące do głównej osi nekropolii. Obowiązuje tutaj prostopadły układ ścieżek i kwater. Pogrupowane w czworokąty kwatery oddzielone są od siebie żywopłotami, gdyż zadaniem roślinności było oddzielać przechadzające się osoby od intymnej sfery cmentarza. Nekropolia liczy 168 hektarów, na których rośnie ponad 400 gatunków roślin. Preferowano dęby, lipy, ale nie brakuje tutaj także roślinności egzotycznej. Dające duże zacienienie drzewa iglaste stworzyły zewnętrzną ścianę kurtynową.
Modernistyczny wygląd cmentarza, w tym kaplicy rozebranej w latach osiemdziesiątych XX wieku, zmylił aliantów, którzy jeden z pierwszych nalotów na miasto w 1941 roku skierowali na nekropolię, w wyniku którego spłonęła cała ówczesna dokumentacja.

less is more - mniej znaczy więcej (L. M. van der Rohe)
Cmentarz Centralny projektowany był zgodnie ze sztuką parkowo-ogrodową, jako połączenie miejsca pamięci z miejscem codziennego odpoczynku. W założenia te wpisywał się zakaz używania granitów i innych połyskliwych materiałów. Na nagrobkach nie można było zamieszczać zdjęć, ani przedmiotów emaliowanych. Jako surowiec preferowany był wapień muszlowy i piaskowiec, czyli materiały, które wraz z upływem czasu wtopią się w zieleń i pokryją mchem. Powstały w 1919 roku regulamin ustalił wygląd kwater, które z założenia miały być szeregowe, ławki proste w swojej formie, zaś grobowce nie mogły być wyższe od żywopłotów.
Wszystkie te zabiegi świadomie nawiązywały nastrojem do stylistyki jednego z najbardziej znanych pomorskich malarzy - Caspara Davida Friedricha, pochodzącego z Greifswaldu. 

Modernistyczną część nekropolii od części starszej oddziela teren poligonu, prowadzący do cmentarza wojskowego, istniejącego już na kilkanaście lat przed powstaniem Cmentarza Centralnego. Najstarsza część nekropolii, projektowana przez Wilhelma Meyera - Schwartau powstała w pierwszym dziesięcioleciu istnienia cmentarza. Brama Główna swoją budową nawiązuje do włoskiego stylu campo santo. Jej celem było oddzielenie miasta żywych od miastach umarłych, do którego w głąb prowadzi aleja platanowa, nazwana imieniem głównego architekta. Owalne alejki, liczne ornamenty, w tym przedstawienia dzieci symbolizujących witalność i życie, to barokowe ślady silnie odróżniające tę część od minimalizmu części nowszej cmentarza. W związku z prowadzonymi pochówkami kremacyjnymi, w starej części cmentarza nie brakuje także motywów rzymskich, nawiązujących do kultur, w których palenie zwłok było integralną częścią tradycji. Tutaj także odnajdziemy polskie grobowce, często wykonywane z elementów nagrobków niemieckich.

Cmentarz Centralny przełomu wieków jest miejscem gdzie zamykają się indywidualne historie żyjących w XX wieku Szczecinian i Stettinerów, Polaków i Niemców, różnych wyznań, narodowości i światopoglądów; miejscem sprzed i po II wojnie światowej, gdzie historie ukryte są w stuletnim parku pełnym życia i śmierci, tajemniczym ogrodzie pełnym roślin, świętym i zapomnianym; dla żyjących tutaj dzisiaj jest centralnym placem jesiennych spotkań i spacerów.

Dzisiaj po najważniejszych punktach najstarszej części cmentarza oprowadza nowopowstały trakt historyczny (w przygotowaniu jest także trakt dendrologiczny), który nawiązuje do pierwszego szlaku wycieczek po szczecińskiej nekropolii. /tę całą część: od "modernistyczną część nekropolii..." dać graficznie jako przejście od dwóch pierwszych modułów do trzeciego/

lapides clamabunt - kamienie wołać będą
Trakt historyczny prowadzi przez pełną dynamizmu część cmentarza do utworzonego 4 lata temu lapidarium. Powstało ono na terenie byłego gaju urnowego, miejsca przeznaczonego na pochówki całopalne, którego pomysłodawcą był Georg Hannig. W 1910 roku zaprezentował on projekt na wystawie sztuki cmentarnej w Brukseli, a rok później teren ten położony na wzniesieniu przy torach kolejowych wypełnił się pochówkami całopalnymi i pomnikami.
Obecnie w miejscu tym gromadzone są wszystkie niemieckie grobowce i płyty nagrobne, które przetrwały, ale do tej pory były rozrzucone po cmentarzu lub zostały zniszczone. Wśród najbardziej znanych grobowców są pomnik nadburmistrza Szczecina Hermanna Hakena i jego rodziny oraz pomnik doktora Georga Michaelisa, założyciela stowarzyszenia na rzecz pochówków kremacyjnych. Tutaj także znajduje się pomnik córki Kurta Schwerdtfegera, artysty związanego ze szczecińską Szkołą Rzemiosł Artystycznych, Beaty.
W lapidarium przywrócone zostały założenia twórców Cmentarza Centralnego - regularny układ ścieżek, wyważone proporcje oraz żywopłot, który z czasem ma nadać wewnętrznemu ośmiobokowi charakter kameralnego wnętrza ogrodowego. 

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Magazynie SIC! [#1] 11/2010